W Urzędzie Marszałkowskim ordynatorzy z łódzkiego szpitala złożyli wotum nieufności wobec dyrektora - Jacka Marynowskiego. Napisali w nim: "Uważamy, że szpital jest źle zarządzany. Dyrektor nie ma pomysłów na restrukturyzację placówki. Ordynatorzy muszą odmawiać pacjentom przyjęć na oddziały, bo nie mają gdzie ich hospitalizować. Chore na raka kobiety przez zaniedbania dyrektora mają przymusową przerwę w chemioterapii. W szpitalu w nocy nie można zrobić prześwietlenia noworodkom. Kobiety, które chcą rodzić w Madurowiczu, są odsyłane do innych szpitali, choć na parterze szpitala jest pusty oddział". We wtorek Marynowski chciał rozmawiać z internistami, ginekologami i położnikami, ale oni nie chcieli z nim gadać. Na spotkanie przyszli i w milczeniu wysłuchali pytań dotyczących negocjacji. Spotkanie trwało kilka minut.

- Chętnie wrócimy do pracy, ale nie z tym dyrektorem - powiedział Gazecie Wyborczej doktor Jakub Welfel. - Wystarczy go zawiesić i wyznaczyć kogoś innego, by pełnił jego obowiązki.

Dyrektor Marynowski z zarzutami lekarzy się nie zgadza. Ustępować nie zamierza. Szefem Madurowicza jest zaledwie od 28 maja.

Jacek Marynowski ma 53 lata. Ukończył wydział lekarski na Akademii Medycznej w Łodzi w 1980 roku. Ma specjalizację II stopnia z chirurgii ogólnej. Ukończył studia podyplomowe z organizacji i ekonomii zarządzania.
Przez 20 lat pracował w pabianickim szpitalu. Był też jego dyrektorem (1997-2001). W latach 2002-2006 był dyrektorem szpitala w Łasku. Od 2007 roku - kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Wojewódzkiego Szpitala w Skierniewicach.