– Spółdzielnia nie jest nam do niczego potrzebna – mówi lokator bloku przy ul. Smugowej. – Nie mam zamiaru utrzymywać kolejnej bandy darmozjadów. Najlepszym wyjściem jest założenie wspólnot mieszkaniowych.

Spór rozgorzał w styczniu. Wtedy większość majątku Własnościowej Spółdzielni Mieszkaniowej Nowa kupiła spółdzielnia Dobrzynka (założona błyskawicznie). Za budynki i tereny przy ulicach: Smugowej, 20 Stycznia i Grota-Roweckiego zapłaciła tylko 296.000 zł. Prezesem Dobrzynki jest… ostatni szef Nowej – Stanisław Krysiak.

– Przyznaję, że zapłaciliśmy niedużo – mówi. – Ale majątek Nowej nie obejmował mieszkań. One należą do lokatorów.

W lutym Wiesław Cyzowski - syndyk Nowej, rozesłał informację o sprzedaży spółdzielni. Postraszył też lokatorów, że jeśli nie zapiszą się do Dobrzynki, stracą spółdzielcze prawa własności lokali. Potem mieszkańcy dostali jeszcze dwa podobne pisma. Podpisał je prezes Krysiak.

– To szantaż! – denerwuje się lokator bloku przy ul. 20 Stycznia. – Nie mam zamiaru zapisywać się do Dobrzynki. Stają za nią ludzie, którzy nieudolnie kierowali Nową. Oni się nie sprawdzili.

– Pan Krysiak chce nas zmusić do wypełnienia deklaracji członkowskich, a nawet nie podał warunków współpracy – dodaje jego sąsiad.

Ale prezes Dobrzynki jest nieugięty. Wyznaczył lokatorom ostateczny termin dostarczenia wypełnionych deklaracji – 31 lipca.

– Wysłałem te pisma i wyślę kolejne. Ale nikogo nie szantażuję – twierdzi prezes Krysiak. – Ja tylko informuję lokatorów, co im grozi. Prawo spółdzielcze stanowi, że jeśli majątek jakiejś spółdzielni kupi inna spółdzielnia, lokatorzy, muszą się do niej zapisać. Inaczej utracą spółdzielcze prawo własności mieszkań.

Aby zapisać się do Dobrzynki, trzeba słono zapłacić. Od każdego lokatora zarząd spółdzielni chce 100 zł wpisowego. Do tego za mieszkanie trzeba dorzucić 150 zł, za mieszkanie z garażem – 300 zł, a za lokal użytkowy – 750 zł.

– My już raz płaciliśmy, za członkostwo w Nowej. Gdy spółdzielnia przestała istnieć, nasze pieniądze przepadały – mówi lokator bloku przy ul. 20 Stycznia. – Kto obieca, że to się nie powtórzy?

Byli spółdzielcy Nowej mają dużo poważniejszy powód, by nie ufać Krysiakowi. Prezes jest oskarżonym w procesie o wyprowadzenie kilku milionów złotych z pabianickiej Fabryki Papieru. Krysiak był wiceprezesem Papierni.

– I jak mamy zaufać takiemu człowiekowi? – pyta właściciel lokalu użytkowego z ul. 20 Stycznia.

Spółdzielnia Nowa powstała 10 lat temu. Zbudowała kilka komfortowych bloków i segmentów na Bugaju. Upadła, bo jej szefowie przeinwestowali. W 2001 r. zaczęli budować blok nr 8 przy ul. 20 Stycznia. Wtedy nadszedł kryzys budowlany. Udało się sprzedać tylko połowę mieszkań. Na dokończenie robót zabrakło im pieniędzy.