- Trzy miesiące czekałam na wizytę o okulisty. Poszłam we wtorek do szpitala i osłupiałam - skarżyła się pani Maria z Bugaju. - Okazało się, że lekarka zachorowała i nikt jej nie zastępuje. Nie ma też żadnej informacji, co dalej robić.

Podobnych skarg od oburzonych pacjentów dostaliśmy w poniedziałek i wtorek kilkanaście. Pana Stanisława z ul. Odrodzenia strasznie piekły oczy.

- Mam zaćmę i czasem to się zdarza - opowiada emeryt. - Ale tym razem nie pomagały nawet krople, których zwykle używam. Dlatego poszedłem do okulisty.

Niestety, pocałował klamkę na gabinecie okulistycznym, podobnie jak kilkudziesięciu innych pacjentów.

- Na dokładkę rejestratorka powiedziała, że do końca roku nie mam szans na wizytę - denerwował się pan Stanisław. - I dorzuciła, że jak mi się nie podoba, to mam się leczyć prywatnie. A mnie na to nie stać.

O wyjaśnienia poprosiliśmy Pawła Górskiego, dyrektora pabianickiego szpitala. Oto, co usłyszeliśmy:

- Przecież nie wyczaruję lekarza. Od stycznia szukam okulisty i nie ma chętnych na to stanowisko. Byłbym wdzięczny, gdybyście o tym napisali. Może po waszym artykule ktoś się odezwie.