List do redakcji

Chciałabym podzielić się wrażeniami z pewnej sytuacji zaistniałej w autobusie linii „2”, podczas kontroli biletów. Na przystanku przy ulicy św. Jana - Partyzancka, na trasie w stronę Klimkowizny, po godz. 12:51 środkowymi drzwiami do autobusu wszedł chłopiec w wieku ok. 12 lat. Trochę zagadał się z kolegami, ale zaraz zaczął przesuwać się w stronę kierowcy, w celu zakupienia biletu. Niestety nie zdążył, bo drogę zagrodził mu kontroler biletów. Chłopiec tłumaczył się, że właśnie szedł kupić bilet, ale to nie pomogło. Na dodatek, nie posiadał legitymacji. Kontroler wziął od chłopca numer telefonu do matki, a pasażerowie zaczęli się oburzać, ponieważ kontrola miała miejsce jeszcze zanim autobus zdążył zatrzymać się na następnym przystanku. Jedna z pasażerek (nie mająca obowiązku posiadania biletu)  zwróciła się do kontrolera z prośbą o darowanie chłopcu, bo się zagapił, a poza tym miał jeszcze prawo zakupić bilet. Kobieta wielokrotnie została nazwana przez kontrolerów złodziejką, ponadto kontroler czynił uwagi na temat matki chłopca, która rzekomo źle wychowała syna.

Cała sprawa, pomimo licznych protestów ze strony pasażerów, zakończyła się wypisaniem mandatu i łzami chłopca. Czy kontroler ma prawo do obrażania pasażerów? Czy ma prawo do oceny postępowania osób korzystających z usług MZK? I wreszcie czy chłopiec został potraktowany sprawiedliwie? Raczej nie…
 

Zdegustowana pasażerka