Sierżant sztabowy Andrzej J., który po pijanemu potrącił autem rowerzystę, stanął przed prokuratorem. Chce dobrowolnie poddać się karze. Przy okazji wyszło na jaw, że sierżant nie miał przy sobie prawa jazdy. A to kolejne wykroczenie.

Policjant przyznał się do winy. Z prokuratorem uzgodnił karę: 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, grzywna 3.000 zł i zakaz prowadzenia pojazdów przez 3 lata.

Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Pabianicach. To on podejmie ostateczną decyzję.

Komendant Zdzisław Stopczyk odsunął sierżanta Andrzeja J. od służby i wszczął procedury zwolnienia dyscyplinarnego.

Do wypadku doszło 8 czerwca po godzinie 18.00 na ulicy Jutrzkowickiej. Sierżant był po służbie. Wracał od znajomych prywatnym fordem escortem. Rowerzysta, którego potrącił, doznał niegroźnych obrażeń. Gdy okazało się, że sprawcą wypadku jest policjant, wezwano prokuratora. Kierowca miał w organizmie 1,45 prom. alkoholu.

Andrzej J. służył w policji 20 lat. Jeździł w konwojach.