Jest oficerem mechanikiem na najnowocześniejszym polskim okręcie wojennym. Służy na ORP Kaszub - korwecie do poszukiwania i zatapiania łodzi podwodnych. Porucznik marynarki wojennej Krzysztof Górecki na morze zawędrował znad Dobrzynki.

- Odpowiadam za stan techniczny Kaszuba, czyli za wszystko, co na okręcie jest mechaniczne, poza maszynkami do golenia. To wszystko jest na mojej głowie - mówi Górecki, 31-letni porucznik marynarki. - Od szumu morza wolę jednak mruczenie moich silniczków, które łącznie mają 17.000 koni mechanicznych.

Na morzu jak w domu

Prawie pięć miesięcy w roku Górecki pływa na Kaszubie. Nowoczesny Kaszub często bierze udział w manewrach NATO. Właśnie teraz jest na ćwiczeniach w cieśninach duńskich. Najczęściej zawija do portów: Brest we Francji, Londondery w Irlandii Północnej, Kilonia i Sztokholm.

- Najbardziej jednak utkwiła mi w pamięci wizyta w bazach wojskowych Izraela. Są tak nowoczesne, że spokojnie mogą rywalizować z amerykańskimi - uważa marynarz wychowany nad Dobrzynką.

Ambitny do bólu

Krzysztof dorastał w Woli Zaradzyńskiej. Nauczyciele tamtejszej podstawówki pamiętają go jako upartego chłopaka z głową pełną wielkich planów. Już w trzeciej klasie Krzyś zapowiadał, że będzie astronautą. W grubych zeszytach zbierał wycinki prasowe o lotach w kosmos. Zapisał się do sekcji kolarskiej w Ksawerowie. Był ambitny aż do bólu. Ambitni byli także chirurdzy ortopedzi, którzy wielokrotnie składali złamane kości Krzysztofa - skutek kolarskich kraks.

Po maturzew Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Widzewie Górecki wyprowadził się nad morze. Ukończył studia w Akademii Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte w Gdyni. Teraz od trzech lat dzień w dzień studiuje język angielski, bo wybiera się na uczelnię wyższą w Athens (stan Georgia w USA). Kończą ją późniejsi generałowie NATO.

Oficer falom się nie kłania

Porucznik Górecki tylko raz miał wątpliwości, czy zostać na morzu.

- Było to podczas międzynarodowych manewrów na Atlantyku - wspomina. - Nasz okręt był najmniejszy. Rozpętał się sztorm oceniany na 9 stopni w skali Beauforta. Fale miały po 10 metrów wysokości i niemal kładły okręt. Myślałem, że nie uda nam się wrócić do portu. Choć cała kadra oficerska była przerażona, wobec marynarzy musieliśmy udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Po powrocie całowaliśmy ziemię.

Porucznik Górecki ma do kogo wracać. Na lądzie we Władysławowie czekają na niego żona i dwie córki: 8-letnia Weronika i 4-letnia Kasia. Rodzice porucznika nadal mieszkają w Woli Zaradzyńskiej.