Chodzi o sklepy, zakłady usługowe, puby i bary działające w lokalach należących do miasta. Sauter - przewodniczący komisji gospodarki komunalnej, wymyślił, że skoro część najemców zalega z opłatami za wynajmowanie, trzeba zmienić umowy ze wszystkimi. Na mocy nowej umowy prywaciarze musieliby oddać w komis trzykrotną wartość miesięcznego czynszu. Także ci, którzy od 30 lat prowadzą małe rodzinne firmy i nie zalegają z czynszem.
- Nas na to nie stać - skarżą się właściciele sklepików z Piasków. - Markety nas wykończyły. Dziś są takie czasy, że nie zatrudniamy sprzedawców, sami stoimy za ladą, a bywa, że miesięcznie mamy po 1.200 zł na czysto.
- Radni nie zauważyli, że dawno już minęły czasy, gdy z małego warzywniaka po roku kupowało się mercedesa – dodaje właścicielka sklepu spożywczego. - Tak było pod koniec lat siedemdziesiątych.
Przy ul. Łaskiej zbudowano trzy supermarkety: Lidl, Tesco i PoloMarket. W centrum mamy Carrefourea, Nomi, Kaufland. Na Bugaju są dwie Biedronki, Polomarket i Carrefoure. Dlatego coraz trudniej utrzymać się ze sprzedaży szafek na buty czy bułek. Po kolei padają z rynku rodzinne sklepy, małe zakłady i punkty usługowe. Nieźle się mają jeszcze tylko ci, którzy handlują alkoholem i papierosami przez całą dobę.
Z powodu bliskiego sąsiedztwa Ptaka i Polrosa coraz trudniej w Pabianicach kupić sweter czy spodnie. Duży wybór jest tylko na targowisku, bo wielu dawnych właścicieli sklepów stoi tam przy straganach.
- Nasze lokale wcale nie są takie atrakcyjne. Byłbym ostrożny z podjęciem decyzji o innych warunkach wynajmowania. Może się okazać, że przyniesie odwrotny efekt – ostrzega dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej Jerzy Zalepa. - Już mamy kłopot, by znaleźć najemców pustych lokali.
Na biurko dyrektora ZGM wpłynęło pismo od kilku właścicieli sklepów i zakładów usługowych przy ul. Łaskiej. Tłumaczą w nim, że decyzja o zmianie warunków wynajmowania lokali jeszcze bardziej zuboży i tak już dogorywające firmy. W Internecie jest petycja, którą podpisuje coraz więcej pabianiczan.
- Trzeba się pochylić nad nimi, ale choć jeden czynsz muszą zapłacić "do przodu" – upiera się radny Sauter.
Decyzja czy prywaciarze mają podpisywać nowe, mniej korzystne dla nich umowy, jeszcze nie zapadła.