Burza wokół rodziny Matysniaków rozpętała się tydzień temu, gdy zaczęły o nich pisać dzienniki. „Prezydent Pabianic domaga się, by dziecko zeznawało przeciwko rodzicom” - grzmiał dziennik Fakt. „Pięciolatek z Pabianic płacze, bo nie chce iść do więzienia” - to tytuł artykułu w dzienniku Polska. A Express Ilustrowany napisał: „Do sądu wezwano dzieci!” We wtorek rodzina stanęła przed sądem.

O co chodzi? Dziennikarze z Łodzi piszą, że bezduszny prezydent Pabianic - Zbigniew Dychto, wyrzuca czteroosobową rodzinę z mieszkania komunalnego. I że 5-letniego Kubusia (syna lokatorów) postawił przed sądem. Rodzinie grozi eksmisja. Nie na bruk, lecz do… ich 44-metrowego mieszkania, piętro wyżej.
Za co ta eksmisja? Bo rodzina Matyśniaków bezprawnie zajęła drugie – dużo większe i ładnie wyremontowane mieszkanie komunalne w tym samym domu.
- Nie będę tolerował bezprawia – broni się prezydent Dychto, obwiniany o bezduszność i szalone decyzje.
Na parterze domu przy ulicy Okulickiego 6/8 (dawna Berlinga) jest duże, bo trzypokojowe mieszkanie o powierzchni 67 metrów kwadratowych. Ma bieżącą wodą i kanalizacją. To mieszkanie komunalne, którym zarządza prezydent. Do niedawna żyła w nim rodzina z trojgiem dzieci. Ponad rok temu eksmitowano ją. Dwie córki lokatorów sąd kazał zabrać w Domu Dziecka, a syna - do poprawczaka.
- Mieszkanie było kompletnie zdewastowane. Musieliśmy zrobić generalny remont – wyjaśnia Anna Antonowicz, naczelnik Wydziału Spraw Lokalowych w Urzędzie Miejskim.
Klucze do mieszkania odnowionego za miejskie pieniądze dostała 6-osobowa rodzina: małżeństwo z córką, synem, synową i wnukiem. Dostali, bo muszą się wyprowadzić z prywatnej kamienicy.
- Gdy pobiegli z kluczami do upragnionego mieszkania, nie mogli tam wejść. Zamki w drzwiach były wymienione, a w oknach wisiały czyjeś firanki – mówi naczelnik Antonowicz. - Ktoś wyważył drzwi i łamiąc prawo, wprowadził się do cudzego lokalu.
Ten „ktoś” to Matyśniakowie - lokatorzy z pierwszego piętra. Od 2001 roku czworo Matyśniakowów zajmuje 44-metrowe mieszkanie ze skośnym sufitem (23 m kw. mają prosty strop). Nie obchodziło ich, że na duże mieszkanie na parterze od lat czeka sześć rodzin sześcioosobowych.
- Mieszkanie stało puste. Nie wyważyliśmy zamków. Każdy mógł sobie wybrać to mieszkanie i w nim zamieszkać – uważa Sylwester Matyśniak, ojciec rodziny. - My się staraliśmy o zamianę lokalu na większy, ale nie dostaliśmy.
Matyśniakowie rzeczywiście złożyli podanie o zamianę mieszkania. Zrobili to zaledwie rok temu - 9 marca 2007 r. A sześcioosobowa rodzina, której mieszkanie bezprawnie zajęli, czekała aż 3 lata.
- To bardzo sprytni ludzie. Dobrze wiedzą, że od Urzędu Miejskiego dostaliby najwyżej lokal o powierzchni 40 metrów kwadratowych, bo takie są przepisy – tłumaczy naczelnik Antonowicz. - A mieszkanie na parterze, do którego wtargnęli, ma aż 67 metrów. Dziwne, że w swoim mieszkaniu na piętrze żyli przez 6 lat i nie przeszkadzało im to, bo nie pisali podań o większy metraż. Zrobili to dopiero rok temu.
Do mieszkania na parterze Matyśniakowie włamali się prawdopodobnie przed wakacjami. Od listopada płacą czynsz za zajęte mieszkanie. ZGM nie chce od nich przyjmować pieniędzy.
- Prosiliśmy po dobroci, żeby się wyprowadzili – mówi wiceprezydent Dariusz Wypych. - Od pół roku prowadzimy z nimi rozmowy. Było z dziesięć spotkań w tej sprawie. Ale do Matyśniaków nie dociera, że złamali prawo.
Dlatego prawnicy Urzędu Miejskiego oddali sprawę do sądu. Chcą eksmisji Matyśniaków.
- W piśmie do sądu muszą być wymienieni wszyscy lokatorzy mieszkania. Bo jeśli wyrok eksmisji dotyczyłby tylko rodziców, to dzieci nadal mogłyby przebywać w tym mieszkaniu – wyjaśnia naczelnik Anna Antonowicz, która z wykształcenia jest prawnikiem. – A wtedy rodzice, choć eksmitowani, mogliby mieszkać z dziećmi, jako prawni ich opiekunowie. I koło się zamyka.
Jednym z dzieci Matyśniaków jest pięcioletni Kuba, który stał się „bohaterem” gazet wietrzących sensację. To o nim napisano: „Pięciolatek z Pabianic płacze, bo nie chce iść do więzienia”.
Prezydent Dychto odpiera zarzuty o brak litości i szaleństwo.
- Nie możemy przymknąć oka na takie zachowanie, jak pokazali państwo Matyśniakowie, bo w naszym mieście zacznie królować bezprawie - tłumaczy. – Jeśli pozwolimy łamać prawo, to koleje osoby będą bezprawnie zajmować mieszkania, na które czekają biedne rodziny.
W obronie Matyśniaków stanęła posłanka Anita Błochowiak. Napisała do prezydenta, żeby nie wyrzucał ich z zajętego mieszkania.
- Ta rodzina złamała prawo – tłumaczy naczelnik Antonowicz. - Gdyby ktoś w ten sposób wtargnął do prywatnej kamienicy, to właściciel domu wezwałyby policję i oskarżył go o włamanie.
W Pabianicach w kolejce do mieszkań komunalnych czeka 425 rodzin. W kolejce do mieszkań socjalnych – 196 rodzin. Oni nie włamują się jak Matyśniakowie, lecz cierpliwie wypatrują decyzji urzędu. Jesienią Urząd Miejski będzie wprowadzał lokatorów do 22 wyremontowanych mieszkań przy Starym Rynku (dawna przychodnia lekarska).
Matyśniakowie mogą się starać o mieszkanie przy Starym Rynku, bo oboje pracują i nieźle zarabiają.
- Jednym z warunków jest wypłacalność, czyli udowodnienie, że rodzinę stać na płacenie czynszu co miesiąc – mówi Jerzy Zalepa, dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. – Poza tym nowi lokatorzy będą musieli zdać mieszkanie komunalne, w którym dotychczas mieszkali.
Matyśniakowie spełniają obydwa kryteria.
- Nie oszalałem, kierując sprawę do sądu przeciwko nim – tłumaczy prezydent Dychto. – Ja stoję na straży interesów setek ubogich rodzin, które od bardzo dawna czekają na mieszkania komunalne. Po to mnie ludzie wybrali, po to tu jestem!
Wyrok zapadnie 4 marca we wtorek.