Policjanci nauczyli go tego, by łapał samochodowych przestępców.
- Potrafi wyciągnąć drania zza kierownicy nawet wtedy, gdy auto jest w ruchu – dodaje sierżant Cezary Misiak, przewodnik Borysa.
W pabianickiej komendzie policji służy pięć owczarków alzackich. Mają od 4 do 5 lat. Do służby przyszły jako szczeniaki. Są wyszkolone w szukaniu zaginionych osób, tropieniu złodziei i narkotyków.
- Ochraniamy także zawody sportowe, zwłaszcza mecze piłkarskie – opowiada sierżant sztabowy Radosław Urbański, przewodnik Thora.
A wilczury robią wrażenie na największych stadionowych zabijakach. Kiedy szczerzą kły przy wejściu na trybuny, nie ma chętnych do rozrabiania.
- Nawet w kagańcu policyjny pies może nieźle poturbować – ostrzega sierżant Witold Mękarski, przewodnik Jacka. – Wszak waży czterdzieści kilogramów. Rozpędzony wilczur potrafi przewrócić potężnego chłopa.
Borys, Thor, Jack, Body, Ero to cywilne imiona nadane psom przez przewodników, sierżantów: Cezarego Misiaka, Radosława Urbańskiego, Witolda Mękarskiego i Jacka Strycharskiego.
– Imiona służbowe wilczurów nie nadawały się do użytku – śmieje się sierżant Misiak. – No bo jak brzmi: „Zanga do nogi!”.
Cezary Misiak kocha psy i zawsze chciał służyć w policji jako ich przewodnik. Przydzielono mu Borysa, gdy szczeniak miał rok. Potem Borys i Misiak uczyli się w Sułkowicach, gdzie jest policyjna szkoła tropicieli. Borys miał lekcje szukania zaginionych osób i tropienia przestępców.
- Teraz codziennie odrabiam z nim prace domowe – śmieje się sierżant. – Żeby nie zapomniał tego, czego się nauczył w Sułkowicach.
Do nauki tropienia służyła „zabawka”. Tak policjanci nazywają futerał z materiału, którego nie przebiją psie kły. Do „zabawki” wkłada się tampony nasycone rozmaitymi zapachami. Pies musi ją znaleźć.
– One rozróżniają sześć zapachów „zwykłych” i siedem rodzajów środków wybuchowych - tłumaczy sierżant Urbański.
Jeśli pies znajdzie ślad, zatrzymuje się przy nim i merda ogonem. W ten sposób daje znak, że skończył robotę. Za to dostaje pochwałę od przewodnika.
Przewodnicy ćwiczą z psami posłuszeństwo i… agresję.
- Tylko na nasz rozkaz psy rzucają się na złodziei. I tylko na rozkaz odpuszczają im – zapewniają przewodnicy. - Kiedy są przy nas, czujemy się najlepiej ochranianymi ludźmi na ziemi.
Co roku wilczury i przewodnicy stają do sprawdzianu przed komisją. Muszą zdać egzamin z pokonywania przeszkód, posłuszeństwa, agresji, wyszukiwania zapachów. Który „obleje”, ten przestaje służyć w policji.
Sierżant Urbański z Thorem był ostatnio w Konstantynowie, gdzie rodzina zgłosiła zaginięcie kobiety. Gdy policjant z wilczurem pojawił w pobliżu, kobieta sama wyszła z ukrycia.
– Bała się, że pies ją znajdzie i będzie wstyd – odpowiada Urbański.
Czworonożni tropiciele ścigają też sklepowych rabusiów. Jeśli zwęszą zapach przestępcy.
– Bo bywa, że sklepikarz porządkuje sklep przed naszym przyjściem, zacierając ślady – denerwuje się sierżant Jacek Strycharski, przewodnik Body’ego.
Psy niewiele zwęszą, gdy temperatura powietrza spada poniżej 15 stopni C. Albo gdy urośnie do 30 stopni.
Mają humory. Czwórka starszych wilczurów nie bardzo lubi młodego Ero.
- To pies, który chyba ma ADHD – śmieje się Strycharski. - Wszędzie go pełno. Nie usiedzi na miejscu, dlatego najwięcej czasu spędza w kojcu. On chce się zaprzyjaźniać, a pozostałe psy z naszej sfory są spokojniejsze, poważniejsze.
Jack, Borys, Body i Thor mieszkają w domach swoich policyjnych przewodników. Mają swoje kąty i swoje miski (jedną na wodę, drugą na karmę). Jeść dostają raz dziennie. Przeważnie suchą karmę. Mają książeczki zdrowia i regularnie chodzą do weterynarza.
- Mój miał coś z żołądkiem, dostał rozwolnienia – opowiada sierżant Strycharski. - Nocą musiałem parokrotnie wstawać, by wypuszczać go na dwór.
Na starość chorują policyjne wilczury chorują.
- Przeważnie na stawy. Łapy im wysiadają – mówi Urbański. - A pies naszego kolegi z Konstantynowa padł na nowotwór złośliwy.
W policji służą około 10 lat. Potem idą na „emeryturę”. Bezpłatną.
- Zwykle przewodnicy biorą „emerytów” do swych domów – opowiadają policjanci. - Ale najpierw muszą je wykupić z policji. Co prawda za przysłowiową złotówkę, ale głupio jest płacić za przyjaciela…