- Leży w szpitalu - mówi komisarz Andrzej Janicki, szef policji drogowej. - Jest bardzo obolały. Na szczęście nie wybił zębów.

Posiniaczonemu sierżantowi zrobiono badanie głowy tomografem komputerowym. Nie ma złamanych kości czaszki ani wylewów krwi.

To on w czwartek przed południem na ulicy Zamkowej ścigał uciekiniera z ośrodka wychowawczego w Kiernozi. Dopadł go, ale potknął się o wystającą studzienkę kanalizacyjną. I upadł na twarz.

16-letniego uciekiniera - Konrada P., ostatecznie złapali strażnicy miejscy.

- Kontrolowaliśmy taksówkarzy na postoju przed hipermarketem - opowiada komisarz Janicki. - Wtedy podeszła kobieta, pracownica Domu Dziecka w Porszewicach. Wskazała nam dwóch nastolatków
i powiedziała, że zna ich, bo byli jej podopiecznymi, a teraz są na “gigancie”.

Policjanci wysiadali z radiowozu, by skontrolować chłopców.

- Naraz uciekinierzy rozbiegli się - opowiada Janicki.

Policjanci ruszyli za tym, który pobiegł ku ulicy Traugutta.

Sierżant złapał go za rękaw kurtki. Ale nastolatek mocno szarpnął. Policjant upadł i puścił rękaw.

W pobliżu byli już strażnicy miejscy, którzy złapali nastolatka. Drugi uciekł.

Konrada P. policjanci odwieźli do Izby Dziecka, potem do Porszewic. Chłopak jest pabianiczaninem. Do Domu Dziecka trafił dwa lata temu, bo sąd ograniczył rodzicom władzę nad nim.

- Nie interesowali się dzieckiem - mówi Arkadiusz Janicz, dyrektor Domu Dziecka w Porszewicach. - Był zdemoralizowany, nie chodził do szkoły. Wolał siedzieć u babci, bo babcia bardzo mu pobłażała.

Niedługo potem Konrad uciekł z Porszewic. Tak samo pożegnał się z ośrodkiem wychowawczym w Kiernozi.

- Będziemy prosić sąd o umieszczenie go w ośrodku wychowawczym, gdzie panują ostrzejsze rygory - zapowiada dyrektor Janicz.