W piątek przed południem policjanci przewieźli 76-letniego Tadeusza N. z policyjnej izby zatrzymań do sądu. Prokurator złożył wniosek o aresztowanie emeryta. Zarzut: zabójstwo córki.

Tadeusz N. wbił córce nóż w brzuch. Wykrwawiła się. Miała 48 lat, była nauczycielką. Osierociła dorosłą córkę.

Ojciec przyznał się do winy. Był trzeźwy.

- Grozi mu kara długoletniego więzienia z dożywociem włącznie - mówi prokurator Krzysztof Ankudowicz, szef pabianickiej prokuratury.

Tadeusz N. i Maria T. pochodzili z miejscowości Wola Moszczenica. Ojciec sprowadził się do Pabianic w 2002 roku. Córka najpierw mieszkała w Ksawerowie, a od marca tego roku zamieszkała z ojcem, w bloku przy ul. Wajsówny 27. Zajmowali własnościowe, 37-metrowe mieszkanko na trzecim piętrze. Ona była rozwódką. Uczyła języka niemieckiego w Gimnazjum w Dłutowie.

- Do dziś jestem w szoku. To byli zwykli, spokojni ludzie. Mówiliśmy sobie dzień dobry - mówi pani Ewa, sąsiadka z IV piętra. - Mieszkam nad nimi. Nigdy nie słyszałam żadnych awantur. To, co się stało, to dla mnie szok.

- N. wyglądał na stanowczego człowieka. Mówił mi kiedyś, że chce się wyprowadzić do domu starców - dodaje druga sąsiadka. - Nie mógł się zgodzić z córką. Chodziło o mieszkanie. Było jej własnością, choć on je kupił.

- To była zwykła, niepatologiczna rodzina - dodaje trzeci sąsiad.

- W normalnej rodzinie też zdarzają się konflikty - zauważa prokurator. - W tej nie było inaczej. Nieporozumienia między ojcem i córką narastały od lat.

Wybuchły w środę późnym wieczorem. Wtedy Marię T. odwiedził były mąż Piotr. Między nimi a ojcem doszło do awantury. O godzinie 21.00 Maria i były mąż wyszli z domu. Po godzinie nauczycielka sama wróciła do mieszkania. Zamknęła się w pokoju, chcąc uniknąć dalszych kłótni. Ale ojciec wciąż był rozsierdzony. Nogą wybił szybę w drzwiach i wtargnął do pokoju. W dłoni trzymał nóż. Córka krzyknęła, wzywała pomocy.

- Sąsiedzi nie byli obojętni - mówi sierżant sztabowy Andrzej Baczyński z pabianickiej policji. - Dobijali się do drzwi.

- Usłyszeliśmy krzyki i łomot - opowiada pani Ewa, sąsiadka z piętra IV. - Wyszliśmy z mężem na korytarz i zaczęliśmy walić w ich drzwi. Wyszła też druga sąsiadka. Krzyczeliśmy, żeby otworzył. Jeszcze przez zamknięte drzwi odpowiedział, żebyśmy wezwali policję, bo zabił córkę.

Tadeusz N. otworzył. W ręce miał zakrwawiony nóż. Ludzie cofnęli się.

- Mąż krzyknął, żeby rzucił nóż. Posłuchał - opowiada kobieta. - Potem przyjechała karetka pogotowia. Lekarze prosili męża, żeby im pomógł. Wszedł do pokoju, gdzie leżała kobieta. Trzymał kroplówkę, bo nie było gdzie jej powiesić.

Lekarze próbowali reanimować ciężko ranną. Trwało to niemal godzinę.

- Była w stanie agonalnym - mówi doktor Andrzej Klajnert, szef pogotowia. - Miała bardzo poważną ranę brzucha i ciężkie obrażenia organów wewnętrznych.

Maria T. zmarła o godzinie 22.45.

Policjanci zabezpieczyli narzędzie zbrodni - kuchenny nóż z długim ostrzem.

- Znaleźliśmy też pojemnik po gazie łzawiącym - mówi sierżant sztabowy Andrzej Baczyński. - Był pusty. Kobieta musiała się bronić gazem przed agresywnym ojcem.

Były mąż Marii T. mieszka w Dłutowie. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.

W szkole, w której uczyła Maria T., wszyscy są w szoku.

- To była bardzo dobra nauczycielka - mówi Joanna Malinowska, dyrektorka Gimnazjum. - Bardzo wymagająca, ale nasze dzieci nigdy nie miały problemów z językiem obcym w szkołach średnich. Będzie nam jej bardzo brakować.

Sąd zdecydował, że zabójca będzie aresztowany - na razie na 3 miesiące.

Marię T. pochowano wczoraj na cmentarzu w Dłutowie.


***
ZDANIEM PSYCHOLOGA

- Starość, zwłaszcza siódma, ósma dekada życia, może być okresem ogólnego zniedołężnienia umysłu. Wtedy postępują zmiany w mózgu. Człowiek traci kontrolę nad swymi uczuciami, emocjami i zachowaniami. Jego czyny mogą przybrać gwałtowny charakter. Reakcje są niewspółmierne do sytuacji. Wspomnienie starych urazów może być wzmacniane przez aktualną sytuację. W efekcie może spowodować nagły wybuch.

Przed laty miałem do czynienia z 60-letnią pacjentką, która zabiła siekierą zięcia. Oboje żyli w długotrwałym konflikcie. W noc poprzedzającą ostateczny wybuch, kłócili się bardzo długo. Kobieta była w ciągłym narastającym stresie. Nie wytrzymała i użyła "ostatecznego" argumentu. Na szczęście, nie każda sytuacja stresowa może powodować takie reakcje.

W przypadku ojca, który zabił córkę, jego gwałtowna reakcja może mieć źródło w długotrwałej sytuacji stresowej. Czy tak było, nie wiem. Stwierdzą to badania psychologiczne i psychiatryczne sprawcy. Z pewnością będą przeprowadzone.

psycholog Dariusz Zieliński