Piotr K. z Łodzi może mówić o niebywałym szczęściu. Przejazd Rypułtowicką (od dawna zwaną w Pabianicach "ulicą śmierci") omal nie zakończył się dla niego tragicznie. W środę około 16.00 łodzianin jechał maluchem z Łodzi w stronę ul. Partyzanckiej. Z przeciwka pędziła olbrzymia ciężarówka. Zajmowała niemal całą szerokość jezdni. Kierowca TIR-a nawet nie zdjął nogi z gazu mijając malucha. Piotr K. w ostatniej chwili zjechał na pobocze. Jego auto uderzyło w znak drogowy, wpadło do rowu. Dachowało. Kierowca ciężarówki nie zatrzymał się.

Piotr K. z trudem wyczołgał się z przewróconego kołami do góry samochodu. Chwilę później nadjechały straż pożarna i pogotowie.

- Pacjent miał sporo szczęścia, bo tylko stłukł sobie bark - mówi Andrzej Kleinert, szef pabianickiego pogotowia.

Rypułtowicka prowokuje nieszczęścia od wielu lat. Jest ruchliwa, bo kierowcy z Pabianic jeżdżą tędy do Łodzi, by ominąć zapchaną ul. Pabianicką. Droga jest wąska - w niektórych miejscach z trudem mijają się dwa samochody.

- Najgorzej jest, gdy z przeciwka jedzie auto ciężarowe - uważa Tomasz Jabłoński, zawodowy kierowca. - Wiele razy omal nie wylądowałem w rowie, bo musiałem uciekać przed pędzącą z przeciwka ciężarówką.

Kilka lat temu po serii śmiertelnych wypadków Komisja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ustawiła na ulicy śmierci zakaz wyprzedzania. Ograniczyła prędkość do 50 kilometrów na godzinę. Pomogło, ale nadal jest tu bardzo niebezpiecznie, bo ograniczenia obowiązują tylko do granicy Pabianic. Na łódzkim odcinku ulicy leży najniebezpieczniejsze miejsce Rypułtowickiej - tak zwany dołek.

Teraz jest szansa, że Rypułtowicką będzie można jeździć bezpiecznie. Starostwo Powiatowe ma już pieniądze na poszerzenia ulicy śmierci.


***
Ofiary ulicy śmierci

1998 r. - dziesięcioletnią Anię i jej koleżankę Karolinę potrącił polonez, gdy szły wąskim poboczem. Karolina miała złamany nos, wstrząśnienie mózgu. Ani samochód rozbił głowę, poharatał twarz. Lekarze walczyli o jej życie dwa tygodnie. Bezskutecznie.

2001 r. - rozbił się motocyklista, który pędził na złamanie karku. Z przeciwka mknął volkswagen. Motocyklista zawadził owiewką o bok auta, stracił równowagę i wpadł do rowu.

2003 r. - cudem uniknęli śmierci Marzena i Maksymilian Kuliccy - żona i syn Jurka, strażaka z programu Big Brother. Kierowca poloneza podczas wyprzedzania uderzył w bok hondy Kulickich. Auto uderzyło w drzewo, dachowało.