Dogorywa największa niegdyś fabryka Pabianic - Pamotex. "Gwoździem do trumny" może być ostatnia decyzja Zarządu Miasta.

- Pozwaliśmy Pamotex do sądu - mówi Wiesław Madejski, wiceprezydent Pabianic. - Dostatecznie długo i cierpliwie czekaliśmy na pieniądze, ale się nie doczekaliśmy. Fabryka jest winna kasie miasta 3 miliony złotych. Tyle pieniędzy potrzeba na roczne pensje dla nauczycieli pabianickich gimnazjów.

Od października zeszłego roku Pamotex nie płaci za odprowadzanie ścieków i wywożenie odpadów. Co miesiąc dług fabryki rósł o 100.000 zł. Gdy sięgnął aż 1,5 miliona zł, władze Pabianic kazały zamknąć kanał ściekowy.

- Nie dostaliśmy ani grosza, a na dodatek dokładaliśmy do tego interesu - burzy się wiceprezydent.- Wystawialiśmy Pamoteksowi faktury, od których sami płaciliśmy podatek vat.

W końcu zdecydowano, że trzeba wytoczyć fabryce sprawę sądową w trybie nakazowym. Proces będzie szybki, bo sędzia orzeka na podstawie dokumentów. A dokumenty stanowią, że Pamotex jest dłużnikiem kasy miasta.

Obiecywali i nie dali

Kolejne 1,5 miliona zł to podatek od nieruchomości. Pamotex nie zapłacił go.

- Obiecywano spłatę w naturze, oddając miastu nieruchomości. Ale skończyło się na tylko jednej wymianie - mówi wiceprezydent Madejski. - Dostaliśmy tereny przy ul. Traugutta.

Szefowie fabryki składali też obietnice oddania następnych budynków, ale nie zrobili ich wyceny.

Dużo wcześniej cierpliwość straciło kilka firmz Poznania, Łodzi i Warszawy. Takich, którym Pamotex nie zapłacił rachunków. Wierzytelności sięgnęły kwoty ponad 1.015.000 zł. Firmy te ściągają pieniądze przez komornika.

130 osób na bruk

13 lutego władze Pabianic spotkały się z prezesem Pamoteksu - Wojciechem Jankiem. Powodem było zaniepokojenie wiadomością o zamiarach zwolnienia kolejnych 130 pracowników fabryki.

- Prezes mówił o sposobach ratowania zakładu, ale robił to bardzo mgliście - uważa Leszek Maliński, przewodniczący Rady Miasta. - Poprosiliśmy go, by do następnego spotkania przygotował konkrety.

- Wcale nie jest tak źle - nie traci optymizmu Ryszard Jarmakowski, szef Solidarności w Pamoteksie. - ¦rednia płaca pracowników umysłowych to 2.200 złotych, a fizycznych 800 zł brutto.

Co zostało

Z dawnego bawełnianego molocha zostałamarna resztka.

- Nie jest lekko w całym przemyśle lekkim i nam też wiedzie się źle - tłumaczą związkowcy z Pamoteksu. - Kiedyś najwięcej tkanin wysyłaliśmy do Związku Radzieckiego, dziś z Rosji, Białorusii Ukrainy dostajemy tkaniny do wykańczania. Robotę ma tylko nasza wykończalnia.

Komplety pościelowe z Pabianic leżą na półkach sklepów w całej Polsce, ale mało kto je kupuje. Powód: rodacy kupują mało, a na zachodnich rynkach nasza "pościelówka" nie wytrzymuje konkurencji z tanimi azjatyckimi wyrobami.

Od połowy lat 90. w Pamoteksie trzykrotnie zmieniali się prezesi. Pierwszy - Maciej Wyrzykowski (pabianiczanin), sprzedawał zbędny majątek i spłacał nim długi. Drugi - Przemysław Wróbel (z Warszawy), kupił maszynę, która robi 2-metrową tkaninę. Korę z Pamoteksu reklamowała piosenkarka Kora. Trzeci prezes- Ewa Frączkowska (pabianiczanka), podzieliła zakład na dwie spółki: Fabrykę Tkanin i Fabrykę Przędzy. Dziś Wojciech Janek (z Warszawy) rządzi już tylko wykończalnią, ciepłownią, magazynami, administracją i służbami obsługi. W upadającej Fabryce Tkanin jest syndyk, a 130 pracowników dostało wypowiedzenia. Tylko 60 osób może liczyć na robotę w Alternie - kolejnej spółce wyłonionej z Pamoteksu. Jako tako trzyma się tylko Zakład Przędzy.