Niektórzy mają to szczęście, że mogą pracować w klimatyzowanych pomieszczeniach i upały im niestraszne. Jednak nie każdy je ma. Są tacy, którzy w pracy mają cieplej niż na plaży.
Słupek rtęci dzień w dzień wskazuje w Pabianicach ponad 30 stopni Celsjusza. U pana Sebastiana w taksówce okna i drzwi otwarte są na oścież. Sam siedzi na tylnym siedzeniu. Wszystko przez upały. Temperatura w samochodzie oscyluje w okolicach 30 stopni.
 
- To jeszcze nic – mówi. - Temperatura potrafi dochodzić nawet do 40 stopni. Jak na plaży. Kierownica potrafi wtedy parzyć.
 
W tych „plażowych” klimatach pan Sebastian spędza po 8-10 godzin dziennie. I tak już od trzech lat. Jakie ma sposoby na takie warunki? 
 
- Klimatyzacja na ochłodę? Niekoniecznie, bo to za dużo kosztuje - słyszymy w odpowiedzi.
 
Ratunkiem jest otwarcie drzwi.
 
- Klimatyzację włączam tylko na dłuższe trasy, jak jazda do Łodzi. Na te krótkie, kilometrowe, nie opłaca się – przyznaje. - Samochód nie zdąży się wtedy jeszcze schłodzić, a już jest koniec kursu. Muszą wtedy wystarczyć otwarte okna. 
 
Gdy szykuje się dłuższy postój, szansą na ochłodę jest wejście do klimatyzowanego sklepu znajdującego się zaraz przy postoju taksówek.
W duchocie pracuje również pan Jarek, motorniczy tramwaju.
 
- Temperatura w kabinie potrafi dojść do 35 stopni - zdradza. - Ale wszystko zależy od tego, ile jest na dworze. 
 
Klimatyzacji brak. Spędzamy tam krótką chwilę i stwierdzamy, że zaraz po wejściu przy zamkniętych drzwiach jest gorzej niż na miejscu pasażera w wagonie.
 
- Jest gorąco, ale przez te ponad 20 lat już się przyzwyczaiłem - mówi ze stoickim spokojem pan Jarek.
 
Zachowuje się tak, jakby wysokie temperatury nie robiły na nim żadnego wrażenia.
 
- Zatrudniłem się na lato i zimę, więc trzeba wytrzymać - dodaje.
 
Jak sobie radzi podczas upałów? 
 
- Zawsze można sobie przynieść wiatraczek, jak ktoś chce - żartuje. - Ale ja tego nie praktykuję. Otwieram okna, czasem drzwi i jadę.
 
Ale jednego okna pan Jarek otwierać nie lubi. Dlaczego? 
 
- Bo zawsze mnie przewieje i zapalenie uszu gotowe - wyznaje. 
 
Pod ręką dla ochłody jest też butelka wody.
 
Gdy na dworze gorąco, w autobusie robi się jeszcze goręcej. 
 
- W niektórych pojazdach są termometry. Zdarza się, że wskazują 44-45 stopni Celsjusza – zdradza pan Grzegorz, kierowca autobusu miejskiego. - Oczywiście w pełnym słońcu.
 
Pan Grzegorz nie narzeka jednak na upały. Jest do nich przyzwyczajony, bo pabianiczan wozi od 25 lat.
 
- Kiedyś, gdy jeszcze jeździło się ikarusami, było gorzej – przyznaje. - Teraz jest lepiej.
 
Mimo że jest nawiew, bo klimatyzacją do końca tego nazwać nie można i tak jest bardzo ciepło. Pan Grzegorz, podobnie jak panowie Sebastian i Jarek, próbuje się chłodzić otwierając okna, co później kończy się wizytą u laryngologa. Oprócz tego woda do picia i polewanie głowy, twarzy wodą – to są jego sposoby na ochłodę.
 
- Najgorzej jest na krańcówce na Bugaju – żali się. - Jest tam szczere pole i nie ma gdzie stanąć, żeby było choć trochę chłodniej. Na dworcu jest trochę lepiej, bo jest przynajmniej jakiś cień, gdzie można zaparkować.
 
Jak w tropikach jest też w piekarni. 
 
- Między maszynami temperatura potrafi dochodzić do 40 stopni – zdradza Michał Nowak, kierownik piekarni Społem. - Na sali jest odrobinę lepiej, ale i tak ciepło. W granicach 30 stopni w zależności od pogody.
 
Nawet noc, gdy jest trochę chłodniej na dworze, nie przynosi ukojenia. 
 
- Wtedy jest właśnie najcieplej, bo maszyny pracują pełną parą - mówi kierownik. - Najchłodniej jest około godziny 9.00, gdy piece są jeszcze wyłączone, ponieważ pieczywo wypiekane jest do 5 rano. Im późniejsza godzina, tym robi się gorzej.
 
Piekarze nie mają lekko, bo bezpośrednio przy piecach, gdzie jest najgoręcej, spędzają po 5 godzin. Nikt jednak nie narzeka na pracę. Każdy wiedział na co się pisze wybierając zawód piekarza.  Chwilę wytchnienia przynosi pobyt na stołówce, gdzie jest klimatyzacja.