We wtorek na nadzwyczajnej sesji Rady Miasta grupa radnych Porozumienia Samorządowego Prawicy próbowała nakłonić Pawła Winiarskiego do ustąpienia ze stanowiska prezydenta. "Naszym zdaniem nie jest on godzien pełnić tej zaszczytnej funkcji, a jego pozostawanie na stanowisku prezydenta Pabianic hańbi nasze miasto i dobre imię pabianiczan" - stwierdzili.

Tak nie powinno być

Powodem było bulwersujące rozliczenie wydatków na pomoc powodzianom z Koprzywnicy (Świętokrzyskie). Grupę radnych oburzyła zwłaszcza informacja z Życia Pabianic, że prezydent i jego świta pieniędzmi dla powodzian (390 zł) płacili rachunki w restauracjach i zajazdach.

Swoje oburzenie radni opisali tak: "Ofiarodawcy wspierający szczytny cel mieli nadzieję, że ich pieniądze trafią do najbardziej potrzebujących, najbardziej poszkodowanych ofiar powodzi. Tak się jednak nie stało. Pieniądze podarowane przez pabianiczan zasiliły konto między innymi PCK. Ale nie to jest najgorsze. (...) Nasze oburzenie wywołał inny fakt. Otóż, przedstawiciele Społecznego Komitetu, którzy mieli przekazać pieniądze powodzianom z Koprzywnicy, postanowili z części tych pieniędzy skorzystać w inny sposób. Za pieniądze, które ludziom z zalanych terenów mogły pomóc w ich tragedii, kupowano filmy do aparatu, robiono zdjęcia i jedzono smaczne obiadki w restauracjach. Nasuwa się pytanie: kto to robił i dlaczego? Możemy jedynie odpowiedzieć na pierwszą część pytania. Był to, niestety, człowiek, któremu zaufały tysiące pabianiczan, wrzucając pieniądze do puszek przed UM, człowiek, który miał nas godnie reprezentować w mieście i poza jego granicami, człowiek, który miał był głową miasta. Był to prezydent Paweł Winiarski. Smutne, ale prawdziwe".

Pod wnioskiem podpisali się: Bogusław Andrzej Błoch, Marek Błoch, Andrzej Żeligowski, Zbigniew Grabarz, Jadwiga Długaszewska-Świątek, Jarosław Cichosz, Włodzimierz Wlaźlak, Jerzy Marynowski, Grzegorz Mackiewicz, Paweł Piechota, Jerzy Łuczak, Zygmunt Szmidt i Wiktor Kubisiak.

Jak się pan czuje, panie prezydencie?

We wtorek radni obradowali w niewielkiej sali Urzędu Miasta przy ul. Zamkowej. Atmosfera była gorąca. Radni prawicy pytali prezydenta o okoliczności skandalicznych wydatków podczas delegacji do Koprzywnicy. Radni lewicy pytali o Zakład Robót Publicznych i remont Zamku. Padło też pytanie, jak prezydent czuje się po ujawnieniu skandalu?

Przewodniczący Rady Miasta - Leszek Maliński, szukał sposobu na to, by Winiarski został w ratuszu. Stwierdził, że projekt uchwały o "pozbyciu się" prezydenta jest niezgodny z ustawą o samorządzie. Potwierdził to Wiesław Majewski - radca prawny.

- Ustawa o samorządzie nie zna instytucji nawoływania prezydenta do zrzeczenia się stanowiska - twierdził Majewski. - Rada Miasta może tylko złożyć wniosek o odwołanie prezydenta.

- Chcemy, żeby prezydent zachował się honorowo i sam zrezygnował. Dlatego taki jest nasz wniosek - uzasadniał Andrzej Błoch, radny prawicy. - Ale jeśli nie można inaczej, to złożymy wniosek o odwołanie prezydenta na najbliższej sesji. A być może przeprowadzimy referendum wśród mieszkańców.

Wiceprezydent Jarosław Pinder, w imieniu Klubu Samorządowego Ligi Miejskiej, proponował podjąć uchwałę dotyczącą Społecznego Komitetu Pomocy Powodzianom.

- Być może to Komitet postąpił nieprawidłowo, rozliczając 390 zł za posiłki delegacji - zauważył.

Błoch przeprosił, Winiarski - nie

Andrzej Błoch przeprosił pabianiczan za to, że jako członek Komitetu Pomocy Ofiarom Powodzi nie sprawdził należycie wszystkich rachunków.

Tego samego wyraźnie oczekiwano od Winiarskiego.

- Wystarczy krótkie słowo "przepraszam" - apelował do Winiarskiego radny Zdzisław Smagalski. - Premier Miller honorowo przeprosił i zapłacił za podróż swojej rodziny do Watykanu.

Trzy partie polityczne - Prawo i Sprawiedliwość, Liga Rodzin Polskich i Ruch Odbudowy Polski poparły wniosek o rezygnacji prezydenta ze stanowiska.

- To jest atak polityczny! - tak Maliński bronił prezydenta.

Paweł Winiarski wciąż próbuje przekonywać, że nie zawinił, płacąc za swoje posiłki w restauracjach (130 zł) pieniędzmi z darów dla powodzian.

- Te 130 zł to nie jest kwestia moralności - mówił w końcowym wystąpieniu. - Postąpiłem tak, bo mam do tego prawo. Wziąłem zaliczkę i rozliczyłem ją w Urzędzie Miasta.

Winiarski przyznał, że w podróż na tereny popowodziowe zabrał syna, 11-letniego Michała. Tłumaczył, że syn nie mógł zostać bez opieki w domu. Oświadczył, że z własnej kieszeni płacił rachunki za syna.

"Czuję się źle", ale

- Pytacie, jak się czuję? - mówił Winiarski. - Czuję się bardzo źle, atakowany z powodów niczym nieuzasadnionych. Czuję się tak samo winny, jak za mniejsze plony zbiórki na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i za wielkie opady śniegu tej zimy.

Po pięciu godzinach sporów radni głosowali.
W obronie prezydenta stanęło 19 radnych lewicy (wszyscy). Tylko 11 radnym Winiarski przyniósł wstyd - nie chcą takiego prezydenta.