Trwa dochodzenie w sprawie śmiertelnego wypadku 51-letniego Jerzego G. Pracownika Polfy zabiła rozpadająca się maszyna.

- Sekcja zwłok wykazała, że pracownik zmarł wskutek rozległych obrażeń wewnętrznych klatki piersiowej i brzucha - mówi prokurator Krzysztof Ankudowicz, szef pabianickiej prokuratury.

Prokurator zlecił biegłym rzeczoznawcom zbadanie stanu technicznego uszkodzonej maszyny. Sprawdzą, czy była należycie konserwowana. Spróbują też odpowiedzieć na pytanie, dlaczego hamulec się urwał.

W fabryce pracuje specjalna komisja do spraw bezpieczeństwa pracy, powołana przez prezesa Polfy.

- Mamy 14 dni na sporządzenie raportu z wypadku - oświadczyła Irena Traczyk, kierowniczka działu BHP w Polfie. - To wszystko, co mogę powiedzieć.

Zmarły tragicznie Jerzy G. był operatorem w dziale syntezy, pracował przy wirówkach. W maszynach tych oddzielane są substancje stałe od płynnych. Na oddziale jest 10 takich wirówek.

W piątek 30 kwietnia Jerzy G. miał popołudniową zmianę. Doglądał wirówek. Uważnie przyglądał się jednej z nich. Wtedy doszło do wypadku. Pękła obudowa sita. Ważący 60 kilogramów hamulec ugodził operatora w pierś. Potężne uderzenie przygniotło go do barierki. Wezwano pogotowie ratunkowe.

- Nieprawdą jest, że karetka jechała aż z Łodzi - mówi Artur Różalski, szef pabianickiego pogotowia. - Nasza karetka była na miejscu o godz. 15.57, w ciągu zaledwie 7 minut od wezwania. Następne 20 minut zabrało lekarzowi opatrzenie rannego i przewóz do szpitala.

Jerzego G. próbowali ratować lekarze z Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej. Niestety, zmarł po godzinie.