W poniedziałek o godzinie 12.00 do drzwi mieszkania Tomasza K. zastukali policjanci z wydziału kryminalnego. Chcieli go przesłuchać. Podejrzewali, że maczał palce we włamaniu. Drugim zadaniem policjantów było doprowadzenie Tomasza K. do poprawczaka, skąd wyszedł na przepustkę i nie wrócił.

Drzwi nikt nie otwierał. Przez szpary między deskami policjanci zobaczyli, że chłopak jest w mieszkaniu. Wyłamali drzwi i weszli do środka. Tomasz K. stał na parapecie okna. Bez słowa wyskoczył.

- Przeżył upadek - mówi Andrzej Baczyński z policji. - Lekarz pogotowia stwierdził ogólne obrażenia i zabrał go karetką do szpitala.

"Skoczek" leży na oddziale toksykologii szpitala w Łodzi. Przewieziono go tam, bo pabianiccy lekarze podejrzewali, że jest pod wpływem środków odurzających.

- To taki spokojny i grzeczny chłopak - mówią sąsiedzi z kamienicy przy Kolbego. - Mieszkał sam, odkąd jego matkę zamknęli w więzieniu.

Matka odsiaduje wyrok za zabicie konkubenta.