Włodzimierza Grabowicza, emerytowanego farmaceutę pabianickiej Polfy, nazywają cudotwórcą. Wszystko przez Grabozon - maść na choroby skóry i rany, które nie chcą się goić. Pacjenci smarujący się tą maścią są zgodni - Grabowicz zasłużył na najwyższe odznaczenia, a nawet na nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny. Jego lek potrafi w ciągu kilku tygodni pokonać choroby i zabliźnić rany, z którymi lekarze nie radzili sobie nawet przez 20 lat.


Na pomoc wujkowi

- Na pomysł leku wpadłem podczas wizyty w przychodni dermatologicznej - wspomina doktor Grabowicz. - W poczekalni siedziała masa pacjentów z paskudnymi wykwitami na rękach i nogach. Niektórzy leczyli się od wielu lat. Bez skutku. Pomyślałem, że przydałby się skuteczny specyfik.

Pomocy potrzebował także wujek żony Grabowicza. Starszemu panu mocno doskwierała zadawniona, paprząca się rana.

- Żona zagadnęła: "Znasz się na lekach, może wykombinowałbyś jakąś maść dla wuja" - wspomina farmaceuta.

Wtedy, 9 lat temu, doktor Grabowicz zaszył się w ciszy gabinetu. Przez kilka dni studiował opasły tom "Leki współczesnych terapii".

- Analizowałem właściwości istniejących leków, ich działanie i dawkowanie. Moją maść zestawiłem z ośmiu dość popularnych preparatów - opowiada Grabowicz. - Przygotowali mi ją w aptece, według recepty znajomego lekarza.

Maść okazała się bardzo skuteczna. Dwa tygodnie później po ranie wujka nie było śladu.


Bił głową w mur

- Następnym królikiem doświadczalnym byłem ja - wspomina farmaceuta. - Fryzjer zaciął mnie przy goleniu. Rana nie chciała się goić, więc poszedłem do dermatologa. Lekarz pobrał wycinek i orzekł: "Gronkowiec". Posmarowałem ranę moją maścią i w tydzień było po krzyku.

Swoim wynalazkiem Grabowicz chciał zainteresować firmy farmaceutyczne. Blisko pięć lat wysyłał listy do producentów leków w całej Polsce. Ale nie doczekał się odpowiedzi.

W tym czasie wypróbował maść na kilkudziesięciu osobach, poznanych w sanatoriach, tramwajach, podczas zakupów i spacerów.

- Chorych, którym podarowałem maść, prosiłem o informacje o przebiegu i skutkach leczenia - opowiada. - We wszystkich przypadkach terapia Grabozonem była skuteczna. Lek nie powodował powikłań.


Chemik z żyłką wynalazcy

Włodzimierz Grabowicz prawie 40 lat spędził nad probówkami w laboratorium toksykologicznym naszej Polfy.

- Laboratorium to moje dziecko - opowiada. - Gdy na początku lat pięćdziesiątych z dyplomem chemika w garści przyszedłem do Polfy, dyrektor zapytał, co chciałbym robić. Odparłem bez wahania: "Badać trucizny". Tak powstało laboratorium toksykologiczne.

W Polfie Grabowicz opracował ponad 100 wynalazków, z których 16 opatentował. Dzięki jego badaniom zastrzyki z Pyralginy robionej w Pabianicach były mniej bolesne. Jako znawca niebezpiecznych trucizn Grabowicz współpracował z milicją kryminalną.


Do rany przyłóż

Aby Grabozon mógł stanąć na półkach aptek, konieczne były badania kliniczne i laboratoryjne. Lecz na to emerytowany farmaceuta nie miał pieniędzy. W warszawskim Instytucie Leków poradzili mu, by nawiązał współpracę z dużą firmą farmaceutyczną. Trwało to kilka lat. W końcu maścią doktora Grabowicza zainteresowała się fabryka leków z Głubczyc.

Badania kliniczne ciągnęły się prawie 2 lata. Grabozon testowała Klinika Dermatologiczna w Poznaniu. Wnioski lekarzy specjalistów były rewelacyjne: maść skutecznie leczy wrzody, liszajce, czyraki, regeneruje tkanki po oparzeniach i odmrożeniach, nawet po bardzo rozległych i głębokich ranach.

Maść doktora Grabowicza przyniosła ulgę już ponad 1.000 pacjentom. Półki w domu farmaceuty uginają się od listów z podziękowaniami.

- Pomogłem nawet jednemu Amerykaninowi, który bawił w Łodzi u rodziny - z satysfakcją opowiada doktor Grabowicz. - Prawie dwadzieścia lat chodził z niewygojoną raną. Moją maść wziął z niedowierzaniem. Uważał, że jeśli nie wyleczyli go w Ameryce, to nigdzie tego nie zrobią. Po tygodniu nacierania rany Grabozonem był zdrowy.


Podbije świat?

Najnowszy patent wynalazcy to Grabofluon.

- Poprzednia moja maść miała jedną wadę: nie leczyła łuszczycy. Nowy lek jest skuteczny i przy tej chorobie - przekonuje Grabowicz.

W sierpniu zeszłego roku farmaceuta zgłosił recepturę Grabofluonu do Urzędu Patentowego Unii Europejskiej w Genewie. Procedura rejestracyjna może potrwać nawet 6 lat, ale Grabowicz jest spokojny.

- Mój lek to osiągnięcie na skalę światową. Mam nadzieję, że podbiję nim Europę i USA - zapowiada.