Na gorącym uczynku wpadli złodzieje furgonetki marki Volkswagen, skradzionej kilka dni temu w Pabianicach. Policja zaskoczyła ich nocą, gdy w warsztacie blacharskim niszczyli tablice rejestracyjne cudzych aut.
Na trop szajki naprowadziła policję ofiara kolejnej kradzieży - właściciel volkswagena LT 35 z Łodzi. Auto to zniknęło nocą z Widzewa. Ślady wiodły najpierw do Piotrkowa Trybunalskiego, potem jeszcze dalej - do Sulejowa. Nocą policjanci wkroczyli do warsztatu blacharsko-lakierniczego w tym mieście. Pracowało w nim trzech mężczyzn. Byli kompletnie zaskoczeni. Najwięcej zimnej krwi zachował właściciel warsztatu, który próbował zniszczyć dowody przestępstw. Do rozpalonego pieca wrzucił tablice rejestracyjne skradzionych aut oraz dokumenty i moduły elektroniczne samochodów. Policjantom udało się je ocalić. Jedna tablica pochodzi z volkswagena skradzionego w Pabianicach.
Zatrzymano 40-letniego właściciela warsztatu i dwóch jego pracowników w wieku 31 i 34 lat. Podczas przeszukania pomieszczeń policjanci znaleźli skradzionego nocą volkswagena z Łodzi i dwa częściowo już rozmontowane auta - w tym transportera z Pabianic. Znaleziono także części z czterech skradzionych i pociętych samochodów.
Policjanci podejrzewają, że warsztat blacharsko-lakierniczy w Sulejowie nie naprawiał aut. Był jedynie parawanem dla złodziei.