Dochodziło południe, gdy na postój taksówek przy ul. 20 Stycznia wjechał polonez. Kierowca w ostatniej chwili zdusił silnik. Zabrakło zaledwie 20 centymetrów, by wjechał w jedną z taksówek.

- Myśleliśmy, że jest pijany - opowiadają świadkowie wydarzenia.

Taksówkarze dopadli do drzwi auta. Kierowca trzymał się za serce, zaciskał zęby z bólu. Zanim stracił przytomność, poprosił o pomoc. Taksówkarze wezwali pogotowie. Lekarz próbował go ratować. Niestety, na pomoc było za późno. Stwierdził zgon na skutek ostrego zawału serca.

Kierowcą poloneza był 49-letni Krzysztof K. Mieszkał przy ul. Nawrockiego - 200 metrów od feralnego postoju. Atak serca dopadł go w drodze do szpitala. Krzysztof K. miał przy sobie skierowanie na leczenie i piżamę.