Początkowo książki były sprzedawane za symboliczną złotówkę, a dzieci dostawały je za darmo. Kiedy okazało się, że zbiory wcale nie maleją, przekazano je szkolnym bibliotekom. Te brały nie więcej niż po 150 książek, tłumacząc, że nie mają miejsca na półkach.
Dyrektorka załamuje ręce. Nie wie co zrobić z resztą zbiorów. Nie ma na nie miejsca w bibliotece przy ulicy św. Jana
- Chcę je oddać za darmo, może się znajdą chętni - mówi z nadzieją Anna Domagała, dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej. - Przecież wyrzucić tego nie można.
5 tysięcy książek to w większości dzieła literatury pięknej.