- To duży sukces - mówi doktor Jacek Dyba, wicedyrektor szpitala.- Mało który zespół chirurgów odważyłby się na tak trudną operację.

Gdy sanitariusze pogotowia ratunkowego wnosili do szpitala rannego mężczyznę, była późna noc z soboty na niedzielę. 23-letni Arkadiusz S. miał rany kłute klatki piersiowej i brzucha. Konał.

- Z relacji ojca wynikało, że pod wpływem środków odurzających chłopak dokonał samookaleczenia nożem - mówi dr n. med. Zbigniew Kociszewski, ordynator oddziału chirurgii ogólnej. - Podczas pierwszego badania stwierdziłem głęboką ranę biegnącą przez klatkę piersiową do serca. Druga, rana brzucha, sięgała do otrzewnej.

Życie liczone w minutach

Ordynator Kociszewski polecił szybko przewieźć pacjenta na salę operacyjną. Ta decyzja uratowała życie Arkadiuszowi S.

- Gdy otworzyłem klatkę piersiową, stwierdziłem uszkodzenie dolnego płata lewego płuca - dodaje doktor.

Ordynatorowi asystował doktor Dariusz Fisiak. Obaj chirurdzy zszyli uszkodzone płuco. Potem z opłucnej wypompowali prawie dwa litry krwi. Serce rannego wciąż słabło. Przekłuty był lewy przedsionek.

- Pacjent obficie broczył krwią. Przy każdym skurczu następował wytrysk krwi - relacjonuje ordynator.

Chirurdzy starali się zszyć przedsionek pulsującego serca. Było to niezwykle trudne i ryzykowne. Gdy wbijali igłę, serce zamierało. Wyciągali więc igłę, by po chwili spróbować znowu. Tak długo aż "zacerowali" głęboką krwawiącą ranę.

- Nie mogliśmy ani zaprzestać zabiegu, ani czekać na wsparcie lekarzy ze specjalistycznej kliniki, bo pacjent umarłby na stole operacyjnym. Liczyła się każda minuta - tłumaczy chirurg.

Będzie żył!

Gdy uporali się z płucem i sercem, operowali podziurawione jelito cienkie pacjenta. Wyczerpująca operacja trwała 2 godziny i 30 minut. Nad ranem 23-letni pacjent został przewieziony na oddział intensywnej terapii.

- W poniedziałek odłączyliśmy go od respiratora. Rokowania są dobre - cieszy się ordynator. - Myślę, że wyjdziez tego, bo ma dobrą morfologię i nie krwawi z drenów. We wtorek pacjent odzyskał świadomość.

Sukces naszych chirurgów odbił się echem w całej Polsce. W poniedziałek stacje radiowe mówiły o "złotych rękach lekarzy z Pabianic".

Oddział chirurgii ogólnejw szpitalu powiatowymto zaledwie 42 łóżka. W ubiegłym rokuleczyło się tam 2.500 pacjentów, przeprowadzono 1.500 operacji (dwa razy więcej niż rok wcześniej).

Co o tym wie policja

Mówi aspirant Dariusz Karpecki z komendy policji:
- Prowadzimy dochodzenie w tej sprawie. Nie możemy bowiem wykluczyć, że nie było to samookaleczenie. Sprawdzamy, czy ktoś się przyczynił do powstania tak poważnych obrażeń. Rodzina wskazała nam narzędzie, którym zadał sobie rany. To jest zwykły kuchenny nóż.
Policjanci rozmawiali już z rodzicami Arkadiusza S. Mężczyzna mieszka z matką i ojcem w domu przy ul. Kolbego. 1 marca wrócił on z pracy około godziny 17.00. Był przygnębiony. Mówił ojcu, że "ma dosyć takiego życia". Potem położył się spać. O godzinie 1.00 rodziców obudziły jęki. Znaleźli syna w kałuży krwi. Natychmiast wezwali pogotowie.