Eliminacje zorganizowano w Łodzi po raz pierwszy. Trasa rajdu biegała z Rudzkiej Góry do Piątkowiska. Jedno okrążenie to 67 kilometrów. Większość trasy stanowiły bezdroża, ale fragmentami tor pokrywał się z drogami publicznymi, z których korzystali także inni użytkownicy. Mieszkańcy przedmieść, między innymi Wymysłowa Francuskiego, mieli dość jazgotu pędzących motocykli i quadów. Bali się o bezpieczeństwo swoje i dzieci. Jak się okazało, niebezpiecznie było także dla samych uczestników rajdu.

- Problemy zaczęły się już wtedy, gdy wyjeżdżaliśmy z Łodzi – opowiada Mariusz z Częstochowy. – Widać było, że nasza jazda ludziom przeszkadza.

- Rzucali w nas kamieniami – dodaje Robert, również z Częstochowy. – Jednego motocyklistę zrzucili z motoru.

- Zrywali oznakowania trasy rajdu – dodaje kolejny uczestnik. – Gubiliśmy się.

W efekcie z czterech planowanych okrążeń zawodnicy pokonali jedno pełne. Ci, którzy się nie zgubili, zrobili dwa. Jako że eliminacje trzeba było kontynuować, organizatorzy zarządzili, że uczestnicy wykonają próby crossowe na Rudzkiej Górze i Piątkowisku. Bez jazd okrężnych.

Mimo rozczarowania, żaden ze 122 zawodników z całej Polski nie zrezygnował z udziału w rajdzie. Organizatorzy zapowiadają, że w przyszłym roku mimo wszystko odbędą się zawody enduro. Oby tym razem udało się zorganizować to lepiej.