Zanosi się na to, że niewiele będzie w tym sezonie spotkań, w których nasi koszykarze będą odgrywać rolę faworyta. Tym bardziej takie pojedynki jak z warszawską Isetią Erzurum (do soboty bez zwycięstwa w lidze) powinni wygrywać. Niestety, ulegli czerwonej latarni ligi i sami znaleźli się na dnie. Szkoda, bo mamy drużynę, która powinna na koncie te kilka zwycięstw mieć…

Pierwsza kwarta pokazała, że nie będzie łatwo. Warszawiacy tanio skóry nie sprzedawali i nasi dopiero na pół minuty przed jej zakończeniem objęli prowadzenie czterema punktami (22:18) po rzucie za trzy Adama Jurgi. Za chwilę Szymon Gralewski dołożył jeden celny osobisty, ale przyjezdni rzucili nam trzy punkty i było 23:21.

W drugiej kwarcie za trzy rzucił Przemysław Grabowski, dwie skuteczne akcje miał Patryk Zawadzki. Było 30:21. W połowie tej odsłony po rzucie Krystiana Mika prowadziliśmy 38:29. Od efektownego wsadu Krystiana na 44:38 przestaliśmy rzucać. Goście doprowadzili do remisu po 44. Dzięki osobistym Mika i „trójce” Zawadzkiego było 49:44. Goście mieli jednak dwie skuteczne akcje i do przerwy było 49:47.

Po zmianie stron pierwsi rzuciliśmy „trójkę” (P. Grabowski), ale od stanu 52:49, nie potrafiliśmy trafić do kosza. Było 52:58. Kanonadę przyjezdnych przerywaliśmy tylko chwilami np. rzutami za trzy Jurgi i Michała Wasilewskiego. Po trzeciej kwarcie było 63:73. Na siedem minut przed końcem meczu goście rzucili nam „trójkę” – na tablicy widniał wynik 63:79. Mimo ambitnej postawy w końcówce strat nie udało nam się odrobić.

PKK’99: Mik 23, Jurga 18, Zawadzki 9, Karpiak 9, Wasilewski 7, P. Grabowski 6, Sauter 5, Gralewski 4, Rejniak, M. Grabowski, Wnuk.