W zespole ze stolicy aż sześciu graczy kończyło mecz z dwucyfrowym dorobkiem punktowym, w tym czterech z nich rzuciło nam 17 i więcej punktów. W PKK’99 powyżej dziesięciu „oczek” rzucili tylko Jakub Borowski i Adam Jurga.

Miłe złego początki – w osiemnastej sekundzie Borowski zaskoczył rywala rzutem za trzy, ale było to nasze ostatnie prowadzenie w tym spotkaniu. Miejscowi dzięki m.in. dwóm rzutom za trzy dość szybko wyszli na prowadzenie 10:3. Po pierwszej kwarcie wygrywali różnicą 11 punktów (26:15). W drugiej kwarcie warszawianie czterokrotnie trafili za trzy, a nasi tylko raz (Borowski), choć próby podejmowali Artur Szczerkowski i Sebastian Szymański. Gdy oba zespoły schodziły na przerwę, miejscowi wygrywali już 51:30.

W trzeciej odsłonie po raz pierwszy warszawiacy przeważali różnicą więcej niż 30 punktów (66:35 w 26. minucie). Dopiero wtedy nieco częściej zaczęliśmy rzucać do kosza, niwelując straty do 21 punktów (71:50). Końcówka tej kwarty należała jednak do gospodarzy, którzy wygrali ją 7:0. W ostatniej odsłonie Dziki aż sześć razy skutecznie rzuciły za trzy. My odpowiedzieliśmy jedną „trójką” – Patryka Zawadzkiego.

Od drużyny z aspiracjami gry na zapleczu ekstraklasy otrzymaliśmy cenną lekcję ligowego basketu. Miejmy nadzieję, że doświadczenia z tego spotkania niebawem zaprocentują.

PKK’99: Borowski 15, Jurga 11, Zawadzki 7, Mik 6, Gralewski 6, Szymański 6, Małoń 6, Szczerkowski 5, Wardziński 5, Orłowski 4, Sauter 4.