W drużynie „fioletowych” czkawką odbija się zimowa utrata snajperów: Piotra Szynki i Krystiana Kolasy. Gdyby grali w meczu przeciwko liderowi, z pewnością wykorzystaliby którąś z sześciu (!) stuprocentowych sytuacji, jakie na boisku w Rosanowie stworzyli pabianiczanie.

Do przerwy jednak prowadzili gospodarze i to aż 3:0. Sęk w tym, że pierwsze dwa gole zdobyli po kuriozalnych błędach. Za pierwszym razem zawinił arbiter liniowy, który machał chorągiewką, jakby oganiał się od much i „puścił” ewidentnego spalonego, z którego padł gol. Za drugim razem zaspała defensywa PTC, bowiem dała się zaskoczyć uderzeniem bezpośrednio z rzutu rożnego.

Po przerwie „fioletowi” rozpoczęli szaloną pogoń za liderem. W 55. minucie do siatki rywala trafił Damian Szmytka. Ogromny napór PTC sprawił, że defensywa gości za sprawą Szmytki pękła po raz drugi w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Od tej chwili piłkarze Rosanowa zaczęli błagalnie spoglądać na arbitra, by zakończył mecz. Ich prośby zostały wysłuchane. „Fioletowym” zabrakło czasu na wyrównanie i trzy punkty zostały w Rosanowie.

 

LKS Rosanów – PTC Pabianice 3:2 (3:0)

Gole dla PTC: Szmytka 55., 90+3.

PTC: R. Znojek – B. Znojek, Sikorski, Kaźmierczak, Bartyzel – Madejski, Kling, Stuchała (Przybylski), Bartos, Cukierski (Boratyński) – Szmytka.