To już nawet nie jest śmieszne. Wypadałoby się zastanowić, czy klub ze 114-letnią tradycją powinien się tak kompromitować. W sobotę przy Sempołowskiej gościł klub z siódmej ligi i wyprawiał na boisku (zwłaszcza w pierwszej połowie) to, co mu się żywnie podobało. Przy dostojnej asyście, grających niemal na stojąco, zawodników PTC.

Zanim garstka widzów (na oko jakieś 12 osób) wygodnie umościła się na trybunach stadionu PTC, Kolejarz prowadził już 2:0. W bramce „fioletowych” musiał stanąć pożyczony golkiper, bo nie było nikogo z tercetu bramkarzy: Adrian Kowalski – Paweł Bryl – Szymon Radziszewski.

Kolejne gole dla Kolejarza były kwintesencją bierności w obronie „fioletowych”. W 45. minucie było już 0:6. Wtedy Kamil Jankiewicz, po jednym z nielicznych wypadów na połowę gości, z ostrego kąta zmieścił piłkę w siatce. Ale jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę (sędziował… trener PTC, Michał Buchowicz) gracz Kolejarza efektownym strzałem w okienko zdobył siódmą bramkę.

Po przerwie gospodarze ruszyli do przodu. Najpierw Marcin Bączał trafił w słupek, ale w kolejnej akcji Jacek Hiler (był na minimalnym spalonym) wykorzystał sytuację sam na sam. Gdy w 57. minucie Hiler pokonał samotnie pół boiska i strzelił na 3:7, gdzieś tam zatliła się nadzieja, że PTC zacznie odrabiać straty i mecz zakończy się wynikiem podobnym do tych w hokeju na trawie.

I po prawdzie takowym wynikiem się zakończył, z tym że w 67. minucie trafili do bramki goście po ładnym strzale z woleja. 60 sekund później Bączał wykorzystał podanie testowanego bocznego pomocnika i strzelił na 4:8. Goście dołożyli jeszcze dwa gole i zwyciężyli dwucyfrowym wynikiem.

W końcówce w PTC musiał zagrać trener Buchowicz.

PTC: bronili pożyczeni bramkarze z Kolejarza – Prochuń, Bączał, Kompa, Stuchała – testowany, Sikorski, Jankiewicz, Drąg – Hiler, Wujak. Na zmian: Tyran, Pustelnik, Kwiatkowski, Buchowicz, testowany x 2.