Włókniarz Pabianice – LKS Różyca 0:2 (0:1)
Bramki dla Różycy: Łukasz Zych 31. min i 61. min

Piłkarze Włókniarza nie wykorzystali ogromnej szansy powrotu na fotel lidera ligi okręgowej przegrywając na własnym stadionie 0:2 z LKS-em Różyca. Gdyby „zieloni” wygrali ten mecz, wobec remisu 5:5 MKS-u II Kutno z Pogonią Rogów objęliby przewodnictwo w lidze z 1 punktem przewagi nad Kutnem oraz Włókniarzem Zgierz. Niestety, podopieczni Jacka Dolińskiego zagrali dziś bardzo słabo i to Różyca zgarnęła trzy punkty za ten mecz, pozostając wciąż jedyną niepokonaną ekipą w lidze.
Pierwszy kwadrans dzisiejszego meczu należał do „zielonych”, którzy mocno naciskali gości, nie dając im wyjść z własnej połowy. Niestety, z tej przewagi nic nie wynikało, bo gospodarze nie potrafili poważnie zagrozić bramce Adama Borczyka. W 18. minucie pierwszy strzał w meczu zaliczyli piłkarze z Różycy, ale został on bez problemu złapany przez Konrada Kubasiewicza. Po 20. minutach gry i ładnej zespołowej akcji Włókniarza, przed szansą zdobycia bramki stanął Matusz Jakubowski. Pomocnik „zielonych” otrzymał podanie od Damiana Kozłewskiego i znajdując się 12 metrów przed bramką gości oddał mocny strzał, który poszybował wysoko nad poprzeczką. Sześć minut później bramkę mógł zdobyć Bartosz Sendal. Z lewej strony dogrywał w pole karne Kozłewski, a zamykającemu akcję pomocnikowi Włókniarza zabrakło kilka centymetrów wzrostu, aby sięgnąć piłkę i skierować ją do bramki. W 31. minucie brzemienny w skutkach błąd popełnił Łukasz Tyczyński. Znajdując się na skrzydle, zamiast dośrodkowywać piłkę wysoko w pole karne, próbował dograć ją po ziemi. Futbolówkę łatwo przejęli defensorzy Różycy i szybkim podaniem uruchomili Piotra Trześniowskiego. Napastnik gości podciągnął z piłką kilka metrów, zwiódł jednego z naszych obrońców i podał do nabiegającego przed pole karne Łukasza Zycha, który pewnie mierzonym strzałem w lewy dolny róg bramki pokonał Kubasiewicza. Szał radości ogarnął ławkę rezerwowych LKS-u, natomiast gospodarze byli wyraźnie załamani. Nie powinno to dziwić, gdyż to oni nadawali ton grze przez pół godziny gry, a goście wyprowadzili jeden jedyny kontratak i od razu objęli prowadzenie. Jeszcze przed przerwą strzałem rozpaczy z daleka próbował coś zmienić Mateusz Jakubowski, ale piłka po rykoszecie wyszła na rzut rożny.
Garstka kibiców w liczbie 52, która pomimo przenikliwego zimna przyszła dziś zobaczyć w akcji swoich ulubieńców liczyła, że w przerwie trener Doliński odpowiednio zmotywuje swoich piłkarzy i w drugiej połowie zagrają dużo lepiej, a przede wszystkim skuteczniej. Nic bardziej mylnego. Od początku drugiej połowy gospodarze wyglądali jakby zupełnie nie wierzyli w możliwość wygrania meczu. Goście natomiast wyraźnie się rozkręcili po zdobyciu bramki i to oni stwarzali sobie kolejne okazje do zdobycia kolejnej.
Jeszcze w 48. minucie wysokim lobem z daleka bramkarza gości zaskoczyć próbował Rafał Kłucjasz, jednak Adam Borczyk w porę wycofał się na linię bramkową i zdołał przenieść piłkę nad poprzeczkę. Później było już tylko gorzej, piłkarze Włókniarza błąkali się po boisku, a żaden nie odważył się wziąć na swoje barki ciężaru gry i pociągnąć zespół w ciężkiej chwili. Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy groźny strzał Różycy przeleciał nad bramką naszego zespołu dzięki interwencji jednego z obrońców. W 61. minucie padła druga bramka dla gości, która dała dowód bezradności naszego zespołu w dzisiejszym meczu. Grający od około 40 minuty z kontuzją Krzysztof Doryń otrzymał piłkę na prawym skrzydle, pomimo ogromnego bólu jaki mu towarzyszył, wyraźnie kulejąc pobiegł z piłką wzdłuż linii bocznej i idealnie dograł po ziemi w pole karne do Łukasza Zycha, który czubkiem buta z najbliższej odległości po raz drugi w tym meczu pokonał Konrada Kubasiewicza. Należałoby się tylko zastanowić, gdzie byli w tym momencie obrońcy i czemu tylko przyglądali się z trudem biegnącemu pomocnikowi LKS-u? Gdyby nasi piłkarze włożyli chociaż połowę tyle serca i ambicji w grę, ile włożył dziś Krzysztof Doryń, to wynik byłby zupełnie inny. Chwilę po podwyższeniu prowadzenia asystujący przy bramce pomocnik poprosił o zmianę i z grymasem bólu, ale i uśmiechem na twarzy udał się na zasłużony odpoczynek na ławkę rezerwowych. W 68. minucie na 3:0 podwyższyć mogli piłkarze z Różycy, do wysokiego dośrodkowania Sebastiana Bagatelli z bramki wyszedł Kubasiewicz, głośno krzycząc: „moja!”, jednak minął się z piłką, a polujący na hat-tricka Zych nie trafił na pustą bramkę. Niestety, to już kolejny mecz, w którym Kubasiewicz źle oblicza tor lotu piłki, tym razem na szczęście nie poskutkowało to stratą bramki, jednak dla dobra zespołu lepiej byłoby chyba, gdyby częściej pozostawał na linii bramowej przy dośrodkowaniach.
Jedna z nielicznych eskapad Włókniarza na połowę rywala w drugiej części gry powinna zakończyć się rzutem karnym dla naszego zespołu, po tym, gdy w 75. minucie wyraźnie podcinany w polu karnym gości był Damian Kozłewski. Niestety, wyraźnie nie panujący nad sytuacją na boisku w dzisiejszym meczu arbiter udał, iż nie widzi tego zagrania. W ogóle do decyzji arbitra bardzo dużo pretensji mieli dzisiaj trenerzy obu drużyn i nie były to wcale pretensje nieuzasadnione. W końcówce spotkania goście mieli jeszcze dwie okazje do zdobycia bramki. Najpierw w 79. minucie minimalnie obok słupka strzelał Miłosz Wronka, a w drugiej minucie doliczonego czasu gry w sytuacji sam na sam z Wojciechem Stasiakiem górą okazał się Konrad Kubasiewicz.
Trzeba uczciwe przyznać, iż zwycięstwo LKS-u Różyca w dzisiejszym meczu było jak najbardziej zasłużone. Bramka na 1:0 po tym, gdy Włókniarz prowadził grę, zupełnie podłamała naszych piłkarzy. W drugiej części gry nie potrafiliśmy stworzyć żadnej dogodnej okazji do zdobycia gola, co gorsza, to my biegaliśmy za piłką, a goście mądrze ją rozgrywali. Natomiast gdy byliśmy już w posiadaniu piłki, nie wiadomo czemu zagrywaliśmy ją do tyłu, chociaż przegrywaliśmy mecz, co doprowadzało trenera Jacka Dolińskiego do szewskiej pasji. Pomimo jego licznych uwag obraz gry nie uległ jednak zmianie. Bramka na 2:0 była natomiast popisem nieporadności naszej formacji obronnej, która biernie przyglądała się walczącemu z własną kontuzją rywalowi. Miejmy nadzieje, że za tydzień nastąpi całkowita rehabilitacja, bo gorzej już chyba być nie może.
Po dzisiejszej porażce Włókniarz zajmuje 4. miejsce w tabeli z 27 punktami na koncie, o jeden punkt wyprzedza KKS Koluszki i traci po dwa punkty do plasujących się na miejscach 1-3 z 29 punktami na koncie – Włókniarza Zgierz, LKS-u Różyca i MKS-u II Kutno.

 

Składy zespołów:
 
Włókniarz: 1. Konrad Kubasiewicz – 17. Łukasz Tyczyński, 18. Przemysław Kłucjasz, 20. Paweł Załoga, 3. Artur Kulik – 5. Bartosz Sendal, 19. Mateusz Jakubowski, 14. Michał Kłosiński (63. min, 7. Andrzej Załoga), 9. Kamil Zieja – 6. Damian Kozłewski, 16. Rafał Kłucjasz.
 
Różyca: 21. Adam Borczyk – 5. Maciej Krenc, 19. Sebastian Bogusz, 18. Jarosław Pawlak, 7. Arkadiusz Jatczak – 4. Miłosz Wronka, 23. Sebastian Bagatella, 14. Krzysztof Doryń (64. min, 2. Michał Wieteska) 15. Mateusz Majchrzak (46. min, 13. Emil Młynarczyk) – 8. Piotr Trześniowski (74. min, 24. Wojciech Stasiak), 10. Łukasz Zych (84. min, 17. Łukasz Jankowski).
 
Żółte kartki: 24. min Miłosz Wronka (LKS Różyca) za faul od tyłu na Łukaszu Tyczyńskim, 35. min Łukasz Tyczyński (Włókniarz) za faul taktyczny w okolicach pola karnego, 84. min Artur Kulik (Włókniarz) za brutalny faul na nogi rywala.