Włókniarz Pabianice – Tur Ozorków 0:2 (0:1)
Bramki: 0:1 – Marcin Biśtyga 19. min, 0:2 – Damian Ratajczyk 68. min

Podobnie jak w meczu z Różycą, tak samo dziś podopieczni Jacka Dolińskiego rozpoczęli mecz od ostrych ataków na bramkę rywala. Już w pierwszej minucie groźnie z dystansu strzelał Dawid Wojciechowski, ale piłka poszybowała ponad poprzeczką bramki Tura. Popularny „Jawa”, który od początku sezonu był raczej wiecznym rezerwowym, dziś wreszcie dostał szansę gry od pierwszych minut i w przekroju całego spotkania zaprezentował się naprawdę dobrze. Choć występował na pozycji prawego obrońcy, to brał udział w niezliczonych ilościach akcji ofensywnych. Pierwsze dziesięć minut upłynęło pod znakiem dominacji Włókniarza, który zamknął przyjezdnych na ich połowie, aczkolwiek z przewagi tej wynikało niewiele, a w zasadzie to nic. W 17. minucie meczu ładnie w polu karnym odnalazł się Bartosz Sendal, ale jego mierzony strzał w ostatniej chwili odbił się od jednego z obrońców i mieliśmy tylko rzut rożny. Nie upłynęły dwie minuty od tej akcji, a goście cieszyli się ze zdobycia bramki. Ładną oskrzydlającą akcję na prawej flance przeprowadził kapitan gości – Damian Ziemniak, wykorzystując mokrą nawierzchnię, dograł w pole karne, a tam wślizgiem piłkę do naszej bramki z najbliższej odległości wpakował Marcin Biśtyga.
Minutę później mogliśmy wyrównać. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Paweł Załoga, a nad poprzeczką głową strzelał Damian Kozłewski. Jeszcze bliżej wyrównania piłkarze Włókniarza byli w 24. minucie. Prawym skrzydłem przedarł się Rafał Kłucjasz i dograł w pole karne, a zamykającemu akcję wślizgiem Wojciechowskiemu zabrakło dosłownie kilku centymetrów, aby sięgnąć piłkę i skierować ją do bramki. Była to kopia akcji, po której na prowadzenie wyszli goście, niestety z naszej strony nie zakończyła się ona takim samym skutkiem. W odpowiedzi trzy minuty później po stracie piłki przez Urbaniaka w środku pola bardzo groźnie strzelał Marek Kacprzak, jednak strzał był minimalnie niecelny. Od 30. minuty ponownie przewagę osiągnął Włókniarz, ale nie zaowocowało to żadną konkretną szansą na wyrównanie. Okazję na podwyższenie mieli za to goście. Na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy z 25 metrów kapitalnie z woleja uderzył po raz drugi w tym meczu Marek Kacprzyk. Świetnie w tej sytuacji zachował się jednak Konrad Kubasiewicz, który wypiąstkował na rzut rożny piłkę zmierzającą w okienko jego bramki. W ostatniej minucie tej części gry żółtą kartkę otrzymał Wojciechowski, który głośno wyrażał swoje niezadowolenie z decyzji sędziego. Choć miał rację, bo faktycznie był faulowany, to z arbitrem niestety nie ma dyskusji i został napomniany żółtym kartonikiem.
Druga połowa rozpoczęła się od groźnego strzału Kończarka, w chwilę później po drugiej stronie boiska strzelał Sendal. Oba te strzały były jednak niecelne. W 52. minucie groźnie z rzutu wolnego po faulu na Załodze tuż nad poprzeczką strzelał Kozłewski. Po kilku okazjach Włókniarza groźnie odpowiedzieli przyjezdni. Dziesięć minut po wznowieniu gry prostopadłe podanie z głębi pola otrzymał Damian Ratajczyk. Napastnik z Ozorkowa wbiegł w pole karne Włókniarza i mając przed sobą jedynie Kubasiewicza, zdecydował się poszukać równoległym podaniem partnera, zamiast bezpośrednio uderzać na bramkę gospodarzy. Podanie zostało przecięte przez wracającego Pawła Załogę, a trener Tura - Tomasz Adamczewski - jeszcze długo rozpamiętywał tę sytuację. Po tej akcji wyraźną przewagę na boisku osiągnęli przyjezdni, którzy niesieni dopingiem swoich kibiców (o których nieco więcej poniżej) raz po raz rozrywali szeregi obronne „zielonych” akcjami oskrzydlającymi, przeprowadzanymi głównie lewą stroną boiska. W 58. minucie niewiele zabrakło, aby jedną z takich akcji dobrze zamknął Damian Ratajczyk. Jeden z nielicznych kontrataków Włókniarza mógł zakończyć się wyrównującą bramką. Dalekie wybicie piłki przez Kubasiewicza trafiło wprost pod nogi Kozłewskiego, który dość łatwo minął jednego obrońcę Tura, ale w sukurs przyszedł mu drugi, który ostrym i bezpardonowym wejściem powstrzymał dalszy bieg naszego napastnika. Choć za to zagranie obrońca Tura bez dwóch zdań powinien dostać czerwoną kartkę, ponieważ gdyby nie to, Kozłewski znalazłby się sam na sam z bramkarzem, sędzia sięgnął jedynie po kartkę koloru żółtego. Decyzja ta mocno rozwścieczyła nielicznych kibiców oraz trenera Włókniarza. Rzut wolny okazał się żadną korzyścią dla naszego zespołu, gdyż sam poszkodowany oddał słaby strzał po ziemi, z obroną którego Rafał Kotecki nie miał najmniejszego problemu.
W 68. minucie goście dopięli swego, konsekwentna gra skrzydłami przyniosła drugą bramkę. Po dośrodkowaniu z lewej strony piłkę głową do siatki skierował Damian Ratajczyk, rehabilitując się tym samym za niewykorzystanie poprzednich dogodnych sytuacji. Po chwili rozradowany Tomasz Adamczewski dokonał dwóch zmian, zdejmując z boiska m.in. strzelca drugiej bramki. Na dziewięć minut przed końcem spotkania strzał rozpaczy oddał Rafał Kłucjasz, golkiper gości zdołał jednak z najwyższym trudem wybić piłkę na rzut rożny.
Pięć minut przed końcem miał miejsce incydent, do którego nie powinno dojść. Artur Kulik, będąc bez piłki, został umyślnie kopnięty od tyłu przez Adama Gaudena, który zaledwie kilkanaście sekund wcześniej pojawił się na boisku. Nie dość, że obrońca Włókniarza nabawił się urazu uniemożliwiającego mu dalszą grę w dzisiejszym meczu, to winowajca całej sytuacji nie ujrzał nawet kartki koloru czerwonego, a jedynie żółtą. Była to zdecydowanie zła decyzja arbitra, który swojego postanowienia nie zmienił, pomimo interwencji kapitana Pawła Załogi, trenera Jacka Dolińskiego, a nawet trenera z Ozorkowa, który mocno skrytykował swojego zawodnika za tak bezmyślne zachowanie. Było to naprawdę niezrozumiałe, gdyż goście prowadzili 2:0, a do końca meczu pozostawało ledwie kilka minut. Sprawiedliwości stało się jednak zadość już trzy minuty później. Wtedy to Adam Gauden obejrzał drugi żółty kartonik za niecenzuralne słowa pod adresem sędziego, który odgwizdał na nim spalony. Tym samym pomocnik z Ozorkowa zapisał się na kartach historii czterominutowym występem, w czasie którego zdążył mocno poturbować Kulika i zmieszać z błotem arbitra. Postawa iście sportowa... Co do wyniku meczu, to nie uległ on już zmianie, pomimo próby w doliczonym czasie gry z rzutu wolnego Piotra Urbaniaka.

Postawa arbitrów w dzisiejszym meczu pozostawiała wiele do życzenia, a goście do aniołków nie należeli, często prowokując naszych zawodników (uderzenia łokciami, podcinanie), czego arbitrzy nie widzieli lub widzieć nie chcieli.
Niestety, to kolejny mecz, w którym przegrywamy, a trener w zasadzie nic nie może zrobić, gdyż na dobrą sprawę nie ma na ławce wartościowych zmienników. Michał Kłosiński pokazał choćby w ostatnim meczu z Różycą, w jakiej znajduje się obecnie dyspozycji, Radosław Maćczak to raczej zawodnik na końcówki meczów, a Andrzej Załoga wciąż nie jest zawodnikiem sprzed kontuzji. W efekcie czego trener zmuszony jest wpuszczać przy stanie 0:2 w miejsce mocno poobijanego napastnika Damiana Kozłowskiego, który kryty był dzisiaj indywidualnie… obrońcę Kamila Pietraszewskiego. Nie rokuje to dobrze na przyszłość i przypomina sytuację z zeszłego sezonu, kiedy po znakomitej jesieni nie było kim grać wiosną i grać musieli juniorzy, którzy nie są jeszcze przygotowani na ligową młóckę. Dochodziło wtedy nawet do sytuacji, iż nie potrafiliśmy skompletować drużyny na mecz. Miejmy nadzieję, że w tym sezonie będzie inaczej, a te dwie porażki to tylko miłego złe początki i trener oraz prezes zdołają zmobilizować piłkarzy do dobrej gry przez cały sezon.
W ten oto sposób po dwóch meczach z rzędu u siebie Włókniarz spadł aż na 6. miejsce w tabeli i traci do będącego na pierwszym miejscu imiennika ze Zgierza już pięć punktów.
Dla podopiecznych Jacka Dolińskiego lepiej byłoby chyba, gdyby wszystkie mecze rozgrywali na wyjeździe, bo na swoim stadionie w tym sezonie prezentują się naprawdę słabo. Co prawda wychodzą na zero, gdyż 4 mecze wygrali i 4 przegrali, ale tak naprawdę są 12 punktów do tyłu, ponieważ jeśli chcą się liczyć w lidze, to u siebie powinni wygrywać wszystko, a jeśli nie da się wygrać, to chociaż zremisować.
W następnej kolejce czeka ich wyjazdowy mecz w Zgierzu, gdzie patrząc na statystyki gry na wyjazdach (5 zwycięstw i 1 porażka), powinni zaprezentować się zdecydowanie lepiej niż u siebie, jednak to chyba nie kwestia boiska, a raczej słaba forma w końcówce rundy powodują, że tracimy kontakt z czołówką. Należy tylko mieć nadzieję, iż trener Doliński znajdzie rozwiązanie, jak nie tylko dotrwać do przerwy zimowej, ale jeszcze coś przed nią ugrać, a w przerwie zimowej poukłada zespół od nowa.
Wokół dzisiejszego spotkania warta omówienia jest jeszcze jedna pozaboiskowa sprawa. Na dzisiejszym spotkaniu stawiła się około 15-osobowa grupa młodych kibiców z Ozorkowa, którzy odziani w barwy klubowe dopingowali przez cały mecz swój zespół, pomimo nie przestającego padać rzęsistego deszczu. Być może nie zachowywali się oni najkulturalniej i najlepiej (częste obraźliwe przyśpiewki głównie pod adresem sędziów, PZPN-u oraz Górnika Łęczyca, z którym to kibice Tura "mają kosę"), jednak w decydującym momencie ponieśli swój zespół do postawienia przysłowiowej kropki nad „i”. Bardziej przykry jest fakt, iż pomimo niezbyt powalającej liczby, w jakiej przybyli na dzisiejszy mecz, stanowili oni większość na świecącym pustkami stadionie. To niewątpliwie największy problem naszej piłki, na mecze której pomimo wolnego wstępu nie przychodzi w zasadzie nikt, oprócz kilkunastu tych samych osób będących na każdym meczu oraz lokalnych dziennikarzy. Może dlatego nasi piłkarze tak słabo grają u siebie? W zasadzie to pewnie nawet nie czują tego, iż grają na własnym stadionie, gdyż doping na meczach naszych drużyn wygasł już dość dawno temu. Pozostaje mieć nadzieję, iż nie stało się to bezpowrotnie i może któregoś dnia doczekamy się dopingu na meczach piłkarskich chociaż w połowie tak dobrego, jak na meczach naszych koszykarek. Znakomitym przykładem do naśladowania jest tutaj właśnie Tur, którego prezes wynajął nawet kibicom specjalny bus, którym przyjechali na dzisiejszy mecz dopingować swoich pupili. U nas to raczej niemożliwe, z powodu bardzo wątłych budżetów klubowych, ale wznowienie dopingu na meczach u siebie, powinno być priorytetem.

Składy zespołów:

Włókniarz: 1. Konrad Kubasiewicz - 11. Dawid Wojciechowski, 18. Przemysław Kłucjasz, 20. Paweł Załoga (kpt.), 3. Artur Kulik (89. min, 19. Andrzej Załoga) - 9. Kamil Zieja, 7. Piotr Urbaniak, 17. Mateusz Jakubowski, 5. Bartosz Sendal - 16. Rafał Kłucjasz, 6. Damian Kozłewski (77. min, 2. Kamil Pietraszewski).

Tur: 12. Rafał Kotecki - 16. Łukasz Kumur (36. min, 6. Marcin Maśliński), 2. Artur Dziuba, 18. Kamil Gławęda, 7. Roman Ludwiszczak - 21. Marcin Biśtyga (85. min, 4. Łukasz Tomczyk), 20. Bartosz Kończarek, 15. Marek Kacprzak, 10. Rafał Bartoszewski (71. min, 17. Kamil Wiktorski) - 19. Damian Ratajczyk (71. min, 8. Adam Gauden), 9. Damian Ziemniak (kpt.).

Żółte kartki: 45. min Dawid Wojciechowski (Włókniarz), 51. min Roman Ludwiszczak (Tur), 53. min Mateusza Jakubowski (Włókniarz), 63. min Marcin Maśliński (Tur), 84. min Adam Gauden, 90. min Przemysław Kłucjasz (Włókniarz), 90+4 min Marek Kacprzak.

Czerwona kartka: 90. min Adam Gauden za drugą żółtą.