Rankiem 7 września Niemcy rozpoczęli godzinny ostrzał artyleryjski polskich pozycji obronnych na skraju Klimkowizny, Karniszewic i parku Wolności. W Klimkowiźnie spłonęła większość gospodarstw rolnych, pociski zniszczyły też domy i zagrody w Karniszewicach i Karolewie. Niemcy strzelali celnie, trafiając w okopy i tabory z żywnością. W okolicach Karolewa zginęło ponad dwustu polskich żołnierzy. Wielu z nich rozjechały gąsienice faszystowskich czołgów. Kilkunastu rannych Polaków dobili tamtejsi Niemcy (przedwojenni mieszkańcy okolicy), noszący czerwone opaski ze swastyką.

Pod Chechłem, z domu Niemca o nazwisku Kram, dywersanci dawali znaki nacierającym wojskom hitlerowskim. W zagrodzie rolnika Adamskiego żołnierze rozstrzelali 19-letniego Janka Piechotę - ucznia pabianickiego Gimnazjum im. Śniadeckiego, którego złapali w mundurze harcerskim i wzięli za szpiega. Ciało Janka ojciec zaniósł do rodzinnego domu przy ul. Narutowicza, a stamtąd na cmentarz.

Polacy odpowiedzieli ogniem. 7 września przed świtem na pola pod Ksawerowem wjechali żołnierze z 28. Pułku Artylerii Lekkiej. Rozstawiali baterie haubic i ostrzelali niemieckie stanowiska na przedpolach Pabianic – w okolicach Chechła i parku Wolności.

Pociski trafiły w gniazdo karabinów maszynowych i wóz pancerny Wehrmachtu. Zginęło jedenastu Niemców.

Kwadrans później haubice wycofano, bo znalazły się pod ostrzałem wroga. Pociski nadlatywały od strony stanowisk niemieckiej artylerii rozlokowanej pod Chechłem. W naprowadzaniu ich na cel pomagali dywersanci z Ksawerowa i Woli Zaradzyńskiej, meldując żołnierzom przez radiostację, gdzie stoją polskie haubice.

Po godzinie 10.00 Niemcy rozpoczęli drugie natarcie - na dworzec kolejowy przy ul. Łaskiej i cmentarz żydowski. Chcieli okrążyć polskie oddziały okopane w parku Wolności. Sprowadzili samochody pancerne, czołgi i piechotę. Natarcie szło od strony Karolewa i pól ciągnących się za ulicą Zagajnikową. Niemieckie działa zniszczyły stanowisko polskiej artylerii usytuowane między ulicami Wiejską i Zagajnikową. Zginęła całą załoga. Czołgi i samochody pancerne wroga parły ulicą Wiejską w kierunku dworca PKP.

 

Sam przeciw czołgom

Przy skrzyżowaniu ulic Łaskiej i Wiejskiej (dziś jest tu stacja benzynowa) nasi żołnierze utworzyli stanowisko artylerii przeciwpancernej. Po wymianie ognia z Niemcami zginęła niemal cała załoga. Ocalał jedynie kapral Józef Salwa z Radomia - żołnierz 72. Pułku Piechoty. Kapral Salwa przez kilka godzin sam obsługiwał działo. Trafił kilka czołgów i wozów pancernych Wehrmachtu. Zabił go granat rzucony przez dywersantów, którzy podczołgali się na tył stanowiska artylerii. 

Mieszkający przy ul. Torowej 2 Kazimierz Glapa zeznał później, że granaty w stronę bohaterskiego kaprala Józefa Salwy rzucili bracia Brodelowie – mieszkańcy domu przy ulicy Kunickiego 5.

W drugim natarciu zginęło ponad stu Polaków. Niemcy się wycofali. We frontowych notatkach generał SS Kurt Meyer napisał: „Jednostki pabianickie atakują bez względu na straty (…). Obie strony walczą z niebywałą zaciętością”.

Trzecie natarcie ruszyło o godzinie 14.00. Poprzedziła je niemiecka artyleria. Pociski z dział strzelających z okolic Chechła dolatywały do ul. Łaskiej. Za plecami polskich żołnierzy, w wysokim budynku młyna, dywersanci ustawili karabin maszynowy. Posypał się grad kul. 

Podczas walk przy cmentarzu nasi żołnierze zdobyli niemiecki czołg Panzer 1, z którego uciekła załoga. Maszyna była sprawna. Uruchomił ją sierżant Władysław Walczak. Przy karabinach maszynowych w czołgu usiadł kapral Mazurkiewicz z plutonu pionierów. Panzer 1 skierował lufę w stronę stanowisk Wehrmachtu.

Niemcy nie przeszli. Na przedpolach Pabianic ponieśli duże straty (kilka czołgów, kilkanaście samochodów pancernych, poległo co najmniej 70 żołnierzy). Mimo to dowódca 28. Dywizji Piechoty - generał Władysław Bończa–Uzdowski, wydał rozkaz odwrotu w kierunku Warszawy. Wiedział, że wycieńczone i zdziesiątkowane oddziały nie dadzą rady odeprzeć kolejnego pancernego natarcia najeźdźców.

Późnym popołudniem przy kościele Najświętszej Marii Panny zbierały się główne siły polskiego pułku – obrońców Pabianic. Druga część wojska miała zbiórkę na Dużym Skręcie. Po sformowaniu kolumn marszowych rozpoczął się odwrót - ulicami Zamkową, Warszawską, Łódzką w kierunku Łodzi. Major Ratajczak, dowódca 15. Pułku Piechoty „Wilków”, dla bezpieczeństwa podzielił kolumnę na dwie grupy. Jako pierwszy wycofywał się batalion kapitana Michała Mordwiłki, za nim pomaszerowała kompania porucznika Adama Stępnia.

 

Strzelali w plecy

Gdy około godziny 21.20 czoło głównej kolumny minęło skrzyżowanie ulic Zamkowej, św. Jana i Kilińskiego, padły strzały z karabinu maszynowego. Całe serie strzałów. To z okienka poddasza niemieckiej szkoły handlowej (po wojnie było tam liceum ekonomiczne) przy Zamkowej 6 strzelali hitlerowscy dywersanci. Kule śmiertelnie ugodziły czterech polskich żołnierzy, w tym dowódcę 9. kompanii. Reszta wojska rozbiegła się. Strzelcy z plutonu kaprala Zdzisława Dłutowskiego szybko „uciszyli” Niemców. Kilku dywersantów uciekło do pobliskiej fabryki Kruschego i Endera, porzucając ciężki karabin maszynowy. Zginęło trzech Niemców. Strzały do naszych żołnierzy padały też z okna kamienicy przy ul. Konopnickiej 6 (z domu Szulzów).

Żołnierze szli w dwóch kolumnach, poprzedzonych zwiadem cyklistów pod komendą podporucznika Zbigniewa Marcinkowskiego. Kolumna główna z artylerią i taborami miała maszerować przez Ksawerów i Rudę Pabianicką. Zamykał ją zdobyczny czołg Panzer 1, prowadzony teraz przez sierż. Walczaka.

Druga kolumna, z baterią haubic i kompanią przeciwpancerną, maszerowała przez Łaskowice. Za żołnierzami szli cywile ciągnący wózki z dobytkiem – rodziny uciekające przed hitlerowcami.

Tymczasem niemieccy grenadierzy na lekkich motocyklach i rowerach o zmroku przedostali się spod Chechła do Ksawerowa - od strony Woli Zaradzyńskiej. Grenadierzy mieli rozkaz przygotować zasadzkę na Polaków wycofujących się szosą do Łodzi. Znający teren dywersanci poprowadzili żołnierzy ku uszykowanym już stanowiskom karabinów maszynowych przy szosie.

Druga grupa Niemców na motocyklach i rowerach jechała przez Rypułtowice i Widzew, by z drugiej strony szosy strzelać do wycofujących się Polaków. Dowodzą tego powojenne wspomnienia oficerów i żołnierzy 55. Pułku Piechoty Wehrmachtu, zawarte w książce niemieckiego oficera, Franza Kurowskiego, pt. „Fränkische Infanterie”. Niemcy napisali: „Pierwsza kompania dotarła do strumyka w Rypułtowicach i wkrótce osiągnęła Widzew. Krótki odpoczynek, potem skokami przez żywopłoty i między drzewami do Ksawerowa”.

Zasadzka była gotowa. Przy drodze przez Ksawerów Niemcy zgromadzili co najmniej 7 ciężkich karabinów maszynowych i skrzynki z amunicją.

--------------------------------------

(W artykule wykorzystano fragmenty pracy Alicja Dopart - "Pabianice w dniach II wojny światowej i w czasie okupacji hitlerowskiej 1939–1945")