Materiał z Pabianickiej Fabryki Żarówek wyemitował Dziennik Telewizyjny 12 lipca 1984 roku.

– W całej Polsce upały. Najciężej pracują załogi tych zakładów, w których technologia wymaga stosowania wysokich temperatur – wprowadziła w temat Grażyna Szcześniak.

W hali, gdzie produkuje się żarówki, temperatura sięgała 50 stopni. Pracownicy wykonywali swoje obowiązki w „towarzystwie” płonących gazowych palników. W hali nie było klimatyzacji.

– Warunki pracy są tu ciężkie, nie można bowiem w halach, gdzie płoną gazowe palniki, uruchomić zbyt dużego przepływu powietrza, ustawia się więc pojemniki z lodem. Są saturatory z wodą sodową, podaje się wodę z sokiem i miętą, kawę i maślankę. Wszystko cieszy się dużym wzięciem – relacjonował z fabryki reporter Wiesław Machejko.

Z materiału dowiadujemy się, że w lipcu planowano postoje jednej z hal produkcyjnych, a w sierpniu drugiej. Fabryka miała wyprodukować w lipcu i sierpniu 18,5 miliona żarówek samochodowych, iluminacyjnych, miniaturowych i oświetleniowych.

Zobacz też: Historia - OSRAM pod sufitem

– Może lepiej byłoby na okres upalnych dni całą gorącą produkcję wstrzymać i oddać urządzenia do remontu – zastanawiał się reporter. – Ale po pierwsze, żarówek wciąż brak, obowiązują też kontrakty międzynarodowe, no i nie można by od razu zapewnić całej załodze wypoczynku we własnych czy też wynajmowanych ośrodkach wczasowych i kolonijnych.