Morsowanie odbyło się tradycyjnie na Lewitynie. Do zimnej wody weszło kilkanaście osób: panie, panowie, a także dzieci.

Niektórzy morsują rodzinnie. Przed wejściem do wody było zimno zarówno Hani Gross, jak i jej tacie Michałowi. Po wyjściu oboje byli zadowoleni i mówili, że teraz jest im cieplej niż przedtem. Michał Gross był do tego profesjonalnie przygotowany. Miał szlafrok, kroksy i czapkę na głowie.

- Zapomniałem jedynie rękawiczek – mówił. - To fantastyczna przygoda i udało mi się wciągnąć w to córkę.

- Ja jestem morsem i wolontariuszkom. Wspieram ideę na całego – dodaje Hania.

Dziewczynka do wody weszła z puszką, którą trzymała nad powierzchnią.

- W tym roku robiliśmy to dla Orkiestry, więc kąpaliśmy się w wielkim, wykutym w lodzie sercu – mówił

Orkiestrowe morsowanie oglądała spora grupa ludzi. Mówili, że jak tylko patrzą na tych, którzy wchodzą do wody, to już ich mrozi.