- Stojąc przed setką muzyków i ogromnym chórem, muszę sprawić, by stali się jednym - tak opowiada o swojej pracy. - Muszę sprawić, by muzyka zabrzmiała najpiękniej.
Zaczynał w Państwowej Szkole Muzycznej w Pabianicach. Miał wtedy 12 lat. To dość późno.
- Chciałem być piłkarzem - wspomina. - Nie pochodzę z rodziny muzycznej, a do szkoły poszedłem w ślad za kolegą.
W 1997 roku zadebiutował jako dyrygent i kompozytor, prowadząc szkolną orkiestrę kameralną.
- Odkryłem, iż podium dyrygenckie jest miejscem wyjątkowym - opowiada. - Dyrygując czuję, że jestem sercem zespołu wykonawców.
Nie każdy nadaje się do tego, by stanąć przed orkiestrą i poprowadzić koncert.
- Trzeba zinterpretować utwór - tłumaczy Urbański. - Nadać zapisowi nutowemu charakter własnej wizji i przekonać do niej orkiestrę i publiczność. Sprawić, by ten zapis został odtworzony jak najpiękniej i oddawał jak najdokładniej zamysł kompozytora.
To wielotygodniowa praca nad nutami.
- Trzeba również znać podłoże historyczne powstania dzieła, ówczesne prądy artystyczne, warto też wiedzieć, co się działo w życiu kompozytora, gdy pisał utwór - dodaje dyrygent.
Podczas prób z orkiestrą trzeba dopracować każdy dźwięk.
- Duża część odpowiedzialności za poziom gry orkiestry spada na dyrygenta - mówi Krzysztof. - Często trzeba umieć zapanować nad ponad stuosobowym zespołem. Henryk Czyż słusznie stwierdził iż, "dyrygentura to jedyna akceptowalna w dzisiejszym świecie forma dyktatury".
Próby to ogromny wysiłek.
- Czterogodzinna praca z muzykami wymaga dużego skupienia. Trzeba wychwycić każdą złą nutę. Nie mogę pozwolić sobie na marnowanie czasu muzyków - dodaje Urbański.
A koncert to już deser.
- W dyrygowaniu niesamowite jest to, że można kształtować muzykę w dowolny sposób - mówi pabianiczanin. - Satysfakcji dostarcza świadomość, iż w wykonywanym utworze przemyca się cząstkę siebie. Jest to jednocześnie bardzo odpowiedzialne zadanie, gdyż trzeba umieć znaleźć złoty środek pomiędzy fantazją a dobrym smakiem. Podczas koncertu łatwo o tym zapomnieć.
Jak poznać dobrego dyrygenta?
- Najlepszym wyznacznikiem jest poziom gry orkiestry - przekonuje Krzysztof. - Wielcy dyrygenci swoim talentem, charyzmą i doświadczeniem potrafią dokonać prawdziwej metamorfozy zespołów symfonicznych.
W pracy dyrygenta duże znaczenie ma osobowość i umiejętność pracy z ludźmi.
- Kiedyś dyrygentów się nie kształciło - opowiada Krzysztof. - Panowała opinia, że dyrygentem trzeba się urodzić, nie można się nim stać.
Są jednak uniwersalne znaki, schematy.
- Wtedy orkiestra natychmiast wie kiedy ściszyć, kiedy zagrać głośniej - dodaje. - To ułatwia pracę.
Urbański dyryguje żywiołowo, wkłada w to mnóstwo emocji. Na próbach stara się trzymać ciało w ryzach. Eksploduje podczas koncertów.
- Ponoć mam awangardowy styl - uśmiecha się. - Często podczas prób łamałem, rozbijałem batuty. Dlatego sam zrobiłem batutę ze szczytówki od wędki. Jest bardzo wytrzymała.
Krzysztof dyryguje bez nut.
- To znacznie ułatwia mi pracę - tłumaczy. - Odszukanie podczas próby potrzebnego fragmentu w partyturze trwałoby zbyt długo.
Pabianiczanin uczy się partytur na pamięć.
- Najpierw gram utwór na fortepianie - opowiada. - Kolejny etap nauki odbywa się w wyobraźni: zapis nutowy przekształcam na brzmienie orkiestry, nadaję mojej interpretacji właściwy kształt. To takie “intymne spotkanie z muzyką”. Podczas dyrygowania przed oczami przewijają się strony z zapisem nutowym. Nie jest to łatwe, kiedy dyryguje się ponad dwustustronicową symfonię trwającą kilkadziesiąt minut.
To ujęło jury w Pradze, gdzie Krzysztof zdobył pierwszą nagrodę w Międzynarodowym Konkursie Dyrygenckim, w którym startowało 127 uczestników z 31 krajów. Po takim sukcesie dostał stypendium Ministra Kultury i posadę Dyrygenta-Asystenta w Filharmonii Narodowej.
- To spełnienie moich marzeń - wyznaje dyrygent. - Dla Filharmonii Narodowej bez wahania zrezygnowałem z planowanych studiów w Nowym Jorku. Teraz mam możliwość podpatrywania mistrzów batuty. Pracuję z najlepszymi orkiestrami.
I zapewnia, że w muzyce symfonicznej każdy znajdzie coś dla siebie.
- Namawiam, byście po nią sięgnęli - zachęca. - Muzyka jest tak bogatą i różnorodną dziedziną sztuki, że nie sposób poznać nawet jej małej części. Poza kanonem obowiązkowej literatury muzycznej poznanej w szkole istnieje mnóstwo dzieł, które dostarczą Wam niezwykłych wrażeń. Zachęcam do poszukiwań i odkrywania swojego miejsca w świecie muzyki "wysokiej".

***

Krzysztof Urbański ma 25 lat, jest absolwentem Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie dyrygentury symfoniczno-operowej prof. Antoniego Wita. Po sukcesach na międzynarodowych konkursach dyrygenckich w Białymstoku i Pradze czekają go koncerty w Polsce, Czechach, Szwecji i Hiszpanii.
Hobbystycznie zajmuje się komponowaniem. W Ogólnopolskim Konkursie Kompozytorskim im. Grzegorza Fitelberga jego "Mała Świąteczna Symfonia" otrzymała honorowe wyróżnienie. Film Violetty Kardynał (również pabianiczanki!) z jego muzyką będzie emitowany na dwóch kontynentach.