W sezonie 1982/83 „zieloni” jako beniaminek II ligi po raz pierwszy w historii utrzymali się w II lidze, zajmując 10. miejsce. Tabela była jednak tak spłaszczona, że do 4. w tabeli Górnika Knurów zabrakło podopiecznym Czesława Fudaleja raptem dwóch punktów.

Z kolei legionistom rozgrywki w I lidze ewidentnie się nie udały. Podobnie jak Włókniarz, w 30 spotkaniach wywalczyli 29 punktów, co w lidze dało dopiero ósmą lokatę. Mistrzem został poznański Lech, o punkt wyprzedzając Widzew i o cztery chorzowski Ruch.

Trener „wojskowych” Jerzy Kopa nie zamierzał się pieścić z warszawskimi gwiazdorami i porządnie dał im w kość na zgrupowaniu w Wągrowcu. W drodze do domu, legioniści zatrzymali się w Pabianicach, gdzie mieli zaplanowany sparing z Włókniarzem.

Legia nie grała w najsilniejszym składzie – brakowało reprezentantów Polski: Jacka Kazimierskiego, Andrzeja Buncola (przebywali z kadrą we Francji), Stefana Majewskiego (kontuzja) i Dariusza Kubickiego (wyleciał z kadrą olimpijską na tournée po Ameryce Południowej i Środkowej).

W zamian za nich szkoleniowiec Legii sprawdzał nowych piłkarzy: Kazimierza Budę (Stal Mielec), Kazimierza Putka (Hutnik Kraków) i Jarosława Biernata (Pogoń Szczecin).

Ponieważ był to pierwszy letni sparing „zielonych”, pabianickiej publiczności pierwszy raz zaprezentowali się Mirosław Peresada (Broń Radom), Włodzimierz Bąkiewicz (GKS Bełchatów) i Andrzej Winter (Boruta Zgierz). Z tej trójki najlepiej na boisku zaprezentował się Bąkiewicz, który według dziennikarza „Życia Pabianic” – „w wielu fragmentach mógł zaimponować. Ma przede wszystkim przegląd sytuacji. Potrafi także przewidzieć przebieg boiskowych wydarzeń. Nie jest pomocnikiem jednostronnym oraz nie sprawia mu zbytniej trudności konstruowanie akcji ofensywnych, jak i likwidowanie akcji rywali.”

Peresada braki w warunkach fizycznych nadrabiał skocznością i refleksem na linii. Piłkarze ze stolicy wielokrotnie próbowali strzelić mu pod poprzeczkę, ale golkiper Włókniarza zbijał piłki z niebywałą gracją. Z kolei Winter błysnął kilkoma ofensywnymi wejściami.

Ze „starej gwardii” najlepiej spisał się Janusz Komorowski. Tata Marcina, przyszłego reprezentanta Polski, doczekał się od kibiców profesorskiej nominacji. Z niezwykłą pewnością interweniował w defensywie. Gdy Komorowski nie dawał rady, z pomocą przychodził mu Jarosław Bardelski, który kilka razy uratował Włókniarza przed utratą gola. A trzeba przyznać, że przeciwnika mieli godnego – Janusz Turowski strzelił w lidze siedem bramek, będąc do spółki z Buncolem, najskuteczniejszym graczem Legii.

Na prawej pomocy z doświadczonym Ryszardem Milewskim świetnie radził sobie Dariusz Sowiński. Wygrywał wiele pojedynków i pracował w pocie czoła dla dobra pabianickiej drużyny.

Jedyną bramkę w meczu strzelił Witold Nowak, który w 48. minucie pokonał Dariusza Opolskiego.

Wszyscy twierdzili, że zwycięstwo włókniarzy nie było przypadkowe, lecz zupełnie zasłużone. Montujący skład, który miał w nadchodzącym sezonie podbić ligę, legioniści, momentami wyglądali przy ekipie z Pabianic niczym… trzecioligowcy.

Największe wrażenie wygrana z Legią zrobiła na dziennikarzach „Życia Pabianic”, którzy w pomeczowej relacji Legię przemianowali na… Lechię

Sparing przed sezonem 1983/84

Włókniarz Pabianice – Legia Warszawa 1:0 (0:0)

Gol: Nowak 48.

Włókniarz: Krzysztof Stefańczyk (46. Mirosław Peresada) – Andrzej Kukieła, Janusz Komorowski, Jarosław Bardelski, Wiesław Serek – Dariusz Sowiński (46. Andrzej Winter), Marian Sotyń (46. Piotr Janisz), Włodzimierz Bąkiewicz, Jerzy Rutkowski – Witold Nowak, Tadeusz Jacek.

Legia: Dariusz Opolski – Jan Karaś, Andrzej Sikorski, Edward Załężny, Ryszard Milewski – Zbigniew Kaczmarek, Kazimierz Buda, Jarosław Biernat, Kazimierz Putek – Janusz Turowski, Andrzej Tomczyk.