ad

Mało kto wiedział, jak naprawdę ma na imię. Z reguły pierwszy wyciągał rękę, mówiąc: „Wicek jestem!”.

Młodsi kibice znają Pana Wicka jako porządkowego na Włókniarzu. Starsi bywalcy stadionu Włókniarza pamiętają, że był zegarowym. Przez niemal 25 lat pełnił tę funkcję, dopóki do Pabianic nie przyjechał zegar elektroniczny ze stadionu łódzkiego Widzewa.

Po jednym z decydujących meczów o awansie pabianickich piłkarzy do drugiej ligi rozentuzjazmowany tłum zrzucił Go z drabiny, gdy schodził na dół po ostatnim gwizdku sędziego. Kiedyś podczas meczu ze Starem Starachowice przypadkiem dotknął wskazówek i zatrzymał zegar, otrzymując reprymendę od arbitra. Podczas meczu z DKS Łódź (później Włókniarz) zabrakło Mu też cyferek na zegarze, gdy piłkarze „zielonych” prowadzili dwucyfrowym wynikiem. Ktoś wypisał na kartce liczbę „12” i Pan Wicek włożył ją w okienko zegara, bo włókniarze wygrali 12:0.

Legend o Panu Wicku jest więcej. Sam chętnie je podsycał, np. opowiadając z uśmiechem na ustach o tym jak pieszo wracał z wojska do domu.

Jak sam mówił, przed ważnym meczem Włókniarza zawsze wkładał za zegar kartkę z wynikiem jako dobrą wróżbę. Ponoć rzadko się mylił. By piłkarzom „zielonych” przynieść szczęście, musiał choć przez chwilę potrzymać przed meczem kapitańską opaskę.

Mimo, że przestał być zegarowym, nadal był kibicem. Nie tylko piłkarzy – pomagał też koszykarkom. Rozpoznawał Go każdy, kto chodził na stadion i do hali przy „Grota”-Roweckiego. Już w XXI wieku, podczas meczów „zielonych” przekazywał kibicom za płotem informacje o tym, co działo się na innych boiskach – był w nieustannym kontakcie z kibicami lub starszymi działaczami PTC, Orła Piątkowisko, GLKS Dłutów… Był człowiekiem niezwykle życzliwym i pomocnym.

Na stadionie Włókniarza kibice nie widzieli Go dawno. Chorował. Mirosław Wlazło zmarł 15 sierpnia. W ostatnią drogę wyruszy w czwartek 19 sierpnia o godzinie 13.00 na cmentarz katolicki.

Jeśli każdy klub ma swoich legendarnych piłkarzy, musi mieć też swoich legendarnych kibiców. Z pewnością Mirosław Wlazło jest legendą wśród kibiców „zielonych”. Choć On, człowiek niezwykle skromny, pewnie by zaprzeczył… Cześć Jego pamięci!