Kierowcy Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego dobrowolnie oddali części swoich miesięcznych zarobków. Zrobili to dla kolegów, którzy mieli mniejsze pensje. To pierwszy przypadek w Polsce, by zawodowa solidarność pokonała twarde reguły kapitalizmu.

- Czasy są ciężkie, a rodziny do wykarmienia mamy wszyscy - tłumaczy Zbigniew Brzeziński, kierowca, który z własnej woli zarabia teraz o 200 zł mniej.

Ty jesteś gorszy, a ty lepszy

Zaczęło się od szukania oszczędności.

-Część kierowców miała przejść z pełnych etatów na trzy czwarte etatu - mówi Jerzy Krzysztof Kacalak, dyrektor MZK. - Musieliśmy zaciskać pasa.

Powodem jest głęboka dziura w miejskiej kasie. MZK nie może więc liczyć na to, że radni "sypną groszem" dla kierowców albo na zakup nowych autobusów. Od czterech lat nowi kierowcy MZK nie dostają całych etatów, a jedynie 3/4. Teraz "cięcia" etatów miały dotknąć także "starych" kierowców.

O wyborze "nieszczęśników" miał zadecydować ślepy los. Na takie rozwiązanie kierowcy nie zgodzili się.

- Ustaliliśmy, że obetniemy etaty tym kierowcom, do pracy których są zastrzeżenia - opowiada dyrektor MZK.

W pabianickim MZK pracuje 80 kierowców autobusów. W lipcu zeszłego roku "ćwiartkę" etatu straciło 30 z nich. Zarabiali o ponad 400 zł mniej niż dotychczas.

- Czuliśmy się pokrzywdzeni - mówi Andrzej Magnuski, jeden z tych, których dotknęły zakładowe "cięcia".- Pomyślałem, że teraz to już jestem "na wylocie" i niedługo stracę robotę.

W zajezdni wybuchały waśnie.

- Byliśmy podzieleni. Czuliśmy, że w firmie są kierowcy lepszej i gorszej kategorii. A przecież pracowaliśmy tak samo - uważa Magnuski.

Niezadowolenie narastało. Wkrótce na "szczuplejsze" angaże mieli przejść kolejni kierowcy. Wydawało się, że z nerwowej sytuacji nie ma już rozsądnego wyjścia.

Równość ponad wszystko

- Jednak udało się znaleźć złoty środek - cieszy się Jerzy Krzysztof Kacalak. - Aby nie potęgować sporów wśród załogi, zaproponowaliśmy, by wszyscy przeszli na dziewięć dziesiątych etatu.

Kierowcy zwołali zakładowe referendum. Uradzili, że skoro jest bieda, trzeba się nią podzielić sprawiedliwie. Jednogłośnie postanowili: "Zgoda!".

- Jak muszkieterowie: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - mówi pogodnie Zbigniew Brzeziński, kierowca z grupy niedawnych "pełnoetatowców".

Ci,którzy pracowali na całym etacie, oddali kolegom po 200 zł. Teraz kierowcy zarabiają w MZK około 1.700 zł miesięcznie.

- Nareszcie jest normalnie. Nie ma lepszych i gorszych - uważa Marian Wiśniewski, który pracował na 3/4 etatu.

Dzięki solidarności załogi, dyrekcja MZK ma 80 kierowców na… 72 etatach. Co miesiąc oszczędza w ten sposób 16.000 zł.

- Rocznie daje to dwieście tysięcy złotych. Tyle byśmy mieli, gdyby wzrosły ceny biletów - wylicza dyrektor Kacalak. - Ale podwyżki nie będzie.

Tyle zarabiają kierowcy w Pabianicach:
służbowego auta osobowego - 512-1.500 zł
mikrobusu na linii podmiejskiej - około 1.000 zł
autobusu MZK (brutto) - 1.600-1.700 zł
taksówkarze - około 1.200-1.500 zł