Przez obostrzenia związane z koronawirusem wiele osób z branży weselnej zostało uziemionych na kilka miesięcy. Prowadzenie imprez było dla nich jedynym źródłem dochodu. Część zbankrutowała, inni zajęli się budowlanką lub wyjechali z Polski. Spełniały się też bardziej mroczne scenariusze.

- Sprzęty w leasingu, zobowiązania, kredyty… Sytuacja po prostu tragiczna - opowiada Piotr Pająk, zawodowy wodzirej z Pabianic.

Piotr Pająk nie poddał się. Zainicjował akcję na Facebooku - #wodzirejnakwarantannie, która odbiła się szerokim echem wśród kolegów po fachu. Na czym polegała? Na pokazaniu nietypowych sposobów spędzania czasu w izolacji. Internet obiegły zdjęcia, na których Piotr w „służbowym” fraku np. pielęgnuje ogród czy wykonuje prace stolarskie.

- Bardzo tęskniłem za imprezami. Nie wyobrażam sobie życia bez ludzi i aktywnej pracy – mówi.

On rzucił luźny pomysł, a jego żona, Anna, była motywacją do dalszego działania. To ona zbudowała cały anturaż.

- Za przedsiębiorczym facetem zawsze stoi silna i zdeterminowana kobieta. Taka jest właśnie moja żona – twierdzi z dumą.

Akcja nabrała charakteru ogólnopolskiego, a jej finał, tuż przed „odmrożeniem” przez rząd wesel, miał miejsce w telewizyjnym Teleexpressie.

Dobra zabawa to podstawa

Prowadzenie imprez może wydawać się laikowi lekką pracą. W rzeczywistości to ciężka „harówka”.

- Staram się, żeby było radośnie i wyjątkowo. Staram się prowadzić imprezy z klasą i szacunkiem dla gości. Ludzie idą za mną tanecznym krokiem jak w dym. Nigdy tego zaufania nie nadużyłem – zapewnia mistrz ceremonii.

Profesjonalnym wodzirejem Piotr Pająk jest od 2009 roku. Udziela się również charytatywnie organizując zabawy dla dzieci. Wcześniej grał na gitarze klasycznej, akustycznej i basowej w różnych zespołach i dorywczo ponad 12 lat jako organista w kościele. Przez 9 lat prowadził także chóry amatorskie. Jest absolwentem Akademii Muzycznej w Łodzi. Studiował też socjologię na Uniwersytecie Łódzkim.

- W tamtym czasie także prowadziłem imprezy, ale było to raczej szukanie odpowiedniej drogi zawodowej, powołania - wyznaje.

Początki w „wodzirejce” bywały jednak trudne. Do sukcesu wiodła wyboista droga.

- Była taka impreza sylwestrowa w 1999 roku, którą uważam za swoją porażkę. Goście wyszli wprawdzie wybawieni, ale ja byłem totalnie nieprzygotowany. Uratowała mnie wtedy moja kreatywność i stanowczość – wspomina Piotr.

Doszedł wtedy do wniosku, że to nie jest praca dla niego. Przeznaczenie jednak upomniało się o jego talent. Do dziś rozkręca niejedną imprezę – od prymicji, przez wesela, po imprezy firmowe i karnawałowe.

- Porażki można tłumaczyć dwojako: albo się nie nadajesz, albo otrzymałeś świetną informację zwrotną, jakich błędów więcej nie popełniać. Nie poddałem się. Wciąż mam w sobie ogień, którym chcę się dzielić z innymi – zapewnia.

Praca i pasja

Swoją pracę traktuje jako misję. Uważa, że każdy, nawet największy biznes ma fundamenty w pasji.

- Moją misją jest działać takimi narzędziami, żeby ludzie poznali się, polubili, zintegrowali podczas zabawy. To radość i szacunek powinny być wspólnym mianownikiem relacji pomiędzy gośćmi, a nie alkohol – podkreśla.

Profesjonalny wodzirej to trzeźwy wodzirej. Takich, którzy chcieliby wypić z nim „brudzia”, nie brakuje. Propozycje takie traktuje jako komplement, ale zawsze odmawia.

- Nie cierpię, gdy na siłę wciskają mi alkohol. Ciężko nazwać profesjonalistą kogoś, kto pije w pracy. Uważam, że to wręcz uwłacza temu słowu. To żaden autorytet – bulwersuje się Pająk.

Nieśmiertelny polonez

Ilość zadowolonych klientów na koncie świadczy o jego profesjonalizmie. Złośliwi twierdzą jednak, że Pająk to nudziarz, bo zawsze zaczyna imprezę od poloneza. Piotr ma do siebie na tyle dystansu, że nie przejmuje się kąśliwymi komentarzami.

- I super! Audi też jest nudne, bo wciąż ma cztery koła. Dzięki temu jestem rozpoznawalny. Martwiłbym się, gdyby 100 osób w województwie łódzkim robiło to samo – zapewnia. - Staram się dać od siebie coś, czego nikt inny nie robi. Dlatego też w swoim repertuarze mam m.in. recitale grane na gitarze klasycznej i akustycznej.

Do każdej imprezy trzeba wcześniej się przygotować. Wodzirej korzysta ze sprawdzonych, autorskich scenariuszy i ma swoje patenty na dobrą zabawę.

- Staram się także systematycznie rozwijać i szukam świeżych pomysłów. Czytam książki, uczestniczę w szkoleniach i warsztatach, słucham audiobooków na temat wystąpień publicznych, sztuki prezentacji i komunikacji oraz oglądam na ten temat filmy w internecie – wymienia.

Piotr nie ukrywa, że uwielbia tańczyć z cioteczkami i babciami, których już nikt nie porywa na parkiet.

- Z nimi mogę wirować w tańcach opartych na ramie, np. walczyka. To już mało spotykane. Uwielbiam też imprezy z kibicami. Oni tworzą grupę dominującą, za którą do zabawy ruszają inni uczestnicy – wyjaśnia.

Przyjemnie, choć ciężko, pracuje się wśród dzieci. Przez dwie godziny potrafi zmęczyć się bardziej niż w czasie całonocnego wesela.

- Co 2,5 minuty należy zmieniać bodziec, bo dzieci szybko się nudzą. Trzeba często zaingerować gestem czy słowem w zabawę w kilku punktach sali. Nieźle można się przy tym nagimnastykować.

Coś kosztem czegoś

W swojej pracy Piotr czuje się jak przysłowiowa „ryba w wodzie”. Ma ona jednak swoje minusy, przez które cierpi jego życie prywatne. W „wodzirejce” nie ma stałych godzin pracy, a imprezy odbywają się najczęściej od piątku do niedzieli. Sezon weselny trwa od kwietnia do października. Styczeń i luty zarezerwowany jest raczej na imprezy karnawałowe. Poza tym grafik wypełniają inne wydarzenia.

- Nie mam czasu na prywatną strefę komfortu. Moi synowie nie wiedzą, jak to jest pograć z tatą w piłkę w niedzielny, ciepły dzień. Nie ma też okazji, by usiąść z żoną wieczorem na kanapie z lampką wina.

Mimo to stara się tak organizować sprawy zawodowe, by w dni powszednie, między 15.00 a 21.00, poświęcać czas rodzinie i obowiązkom domowym. Najmłodsze z pięciorga dzieci ma zaledwie trzy tygodnie. Jak przyznaje, czuje się wielkim szczęściarzem.

- Jestem zdrowy i mam zdrową rodzinę. Ziściło się też nasze marzenie o własnym miejscu na ziemi – zapewnia.

Kolejne spełnione marzenie to półprofesjonalne studio, w którym Piotr może się realizować. Tam prowadzi długie rozmowy z klientami i przygotowuje się do pracy. Wyreżyserowanie imprezy nie należy do łatwych zadań.

- W przypadku młodych par spotkanie może potrwać nawet 3 godziny. Musimy sprawdzić, czy nadajemy na tych samych falach i opracować kompromisy. Pary młode również muszą popracować, by goście miło wspominali ich najważniejszy dzień w życiu. Choć i zdarzało się tak, że ze względu na odmienne wizje nie dochodziło do współpracy.

Na sukces zawodowy istnieje udany przepis. Jaki jest według Piotra Pająka?

- Przede wszystkim szanować i siebie i klienta. Ważne jest, by mieć wizję i misję oraz budować „drabinę”, za którą ustawią się inni, a nie wchodzić po cudzej – radzi wodzirej.