ad
Marcin Banachowski to spec od tego co jemy, czyli dietetyk i kucharz. W Pabianickim Centrum Medycznym pomaga pozbyć się złej diety. Uczy czym i jak zastąpić smacznie żywność, która nam szkodzi. Kto z nas nie był na diecie? Nieliczni, a i tak to nie znaczy, że się zdrowo odżywiamy.
 
- W szkole średniej wyuczyłem się zawodu kucharza. Napatrzyłem się sporo na to, co ludzie jedzą i jak się po tym czują. Dlatego poszedłem na studia i dziś jestem dietetykiem – mówi Marcin Banachowski. - Problem jest w tym, że nie ma w Polsce edukacji żywienia. Mamy nawyki żywieniowe, które może były dobre dla innych członków rodziny, ale nam ewidentnie szkodzą.
 
Okazuje się, że nietolerancję może wywołać marchewka, ziemniaki, pszenica i coraz częściej gluten. Na szczęście coraz więcej z nas robi testy i badania. Chcemy wiedzieć, jakie pokarmy nas uczulają, a na jakie występuje u nas nietolerancja.
 
- Objawy są różne. Jedna osoba cierpi na bezsenność. Inna ma problemy z wagą. Niby pilnuje tego co na talerzu, a nie może schudnąć ani grama. Czasami nagle przybiera na wadze 2-3 kilogramy – tłumaczy dietetyk. - Prościej jest, gdy mamy wysypkę. Wtedy to dla nas sygnał, że coś uczula. Ale mało kto przypuszcza, że przyczyną zaparć może być nietolerancja na jeden z produktów, który jemy codziennie.
 
Jedni nie mogą się rano obudzić. Inni muszą zrobić poobiednią drzemkę. Ta senność to bardzo częsty objaw nietolerancji glutenu czy pszenicy. Jednych uczula jajko, innych tylko białko. Wielu brzuch boli po zjedzeniu soi. Skąd mamy wiedzieć, co nam szkodzi?
 
- Trzeba zrobić badania. Potem spotykamy się, by przedyskutować sytuację i ułożyć jadłospis – tłumaczy dietetyk. - Po dwóch tygodniach znów się widzimy. To po to, by skorygować jadłospis. Porozmawiać o tym, jak pacjent się czuje, co mu przeszkadza, z czym nie daje rady.
 
Dla wielu z nas informacja, że coś nam szkodzi i nie możemy tego jeść, jest jak wyrok skazujący na dożywocie. 
 
- Przy nietolerancji często wystarczy wykluczyć dany składnik z diety na ok. pół roku, rok – przekonuje pan Marcin. - Gdy na dłoni mamy ranę i posypiemy ją solą, to piecze i boli. Ale gdy zagoi się, to możemy sypać sól w to miejsce i nic nas nie będzie bolało. Podobnie jest z nietolerancją.
 
Bardzo często nie tolerujemy laktozy z mleka. Ale bywa, że po abstynencji trwającej od pół roku do roku, możemy powoli wracać do  picia mleka, jedzenia twarogów.
 
- Niektórzy pacjenci wolą jednak zostać na diecie. Czują się dużo lepiej, gdy nie jedzą nietolerowanych przez organizm produktów – zauważa. - Ale każdy ma wybór. Z powodu mojego zawodu potrafię pomóc, czyli uczę jak zdrowo i smacznie zastąpić dany produkt.
 
Kto nie może jeść glutenu, czyli pszenicy, żyta, owsa, ten może zastąpić je kaszą gryczaną i ryżem. Rewelacyjne są mąki: ryżowa, kokosowa, gryczana, konopna czy z ciecierzycy. Można jeść proso, czyli kaszę jaglaną. Mannę zastąpi nam kasza kukurydziana. Możemy piec chleby, robić naleśniki i ciasta. Dużo gotowych produktów bezglutenowych znajdziemy też w sklepach. Ale nic nie zastąpi samodzielnego gotowania.
 
- Ponieważ jestem kucharzem, potrafię podać przepisy, które sprawdzą się przy zmianie diety. I ułatwią życie osobie na diecie i całej rodzinie – zapewnia Banachowski.
 
Więcej informacji pod tel. (42) 22 53 533. Zapisy w godz. 7.30-15.00.