ad

We wtorek wieczorem niepełnosprawny kolarz z Pabianic, Krzysztof Jarzębski wybrał się swoim rowerem ręcznym na wizytę u lekarza. Po drodze na Retkinię w Łodzi, rower mu się zepsuł.

– Zerwał mi się łańcuch i nie mogłem ruszyć dalej – relacjonuje. – Żadna taksówka by mnie nie zabrała, rower ma za duży gabaryt.

Na szczęście dla bezradnego kolarza, tą samą drogą wracał po służbie pabianicki strażnik miejski. Zatrzymał się i zainteresował problemem.

– Był swoim prywatnym autem, nie miał możliwości zabrania mnie, więc zadzwonił do swojego komendanta. Transport medyczny zabrałby rower, a mnie zostawił. Nie wiedziałem, co robić – mówi kolarz.

Dalej, według relacji Krzysztofa Jarzębskiego, sytuacja potoczyła się bardzo szybko. Na miejsce awarii przyjechały dwa auta Straży Miejskiej. Jeden zabrał do Pabianic rower, a drugim strażnik miejski przewiózł kolarza do lekarza, po czym odwiózł go z powrotem do domu.

Pracę strażników poza granicami miasta komendant SM, Tomasz Makrocki, tłumaczy wyjątkiem.

– Pan Krzysztof jest nam znany, nie jest osobą anonimową. Robi wiele dla Pabianic, promując miasto podczas wypraw w świecie. Musiałem podjąć decyzję i pomóc mu w tej trudnej dla niego sytuacji – wyjaśnia.

Kolarz jest wdzięczny naszej Straży za bardzo ludzkie podejście do sprawy. Jego rower trafił dziś rano do mechanika.

– Wiele mówi się złego o służbach, a tu taka sprawna pomoc z ich strony mnie spotkała. Bardzo dziękuję – dodaje Jarzębski.