ad

Siostry: Justyna (lat 9) i Kamila (lat 8) mają poranione ręce. Były w szoku, gdy pogotowie zabierało je do szpitala.
– Są to liczne krwiaki i wyraźne ślady psich kłów na przedramionach – mówi Robert Ziomek, koordynator pogotowia ratunkowego Falck, który udzielał pomocy dzieciom. – Gdyby nie grube kurtki, obrażenia pewnie byłyby poważniejsze.
Dramat rozegrał się w niedzielę około godz. 17.35 na placu przed kościołem Chrystusa Króla przy ul. Karniszewickiej (Zatorze).

- Widziałem wszystko co tam się działo. To ja zadzwoniłem po pogotowie - napisał dziś do redakcji maila pan Przemek. - Gdybym nie zadzwonił na pogotowie, to by jeszcze dłużej pies atakował starszą dziewczynkę. Potem pobiegł za mną, lecz zdążyłem uciec.
Dziesięć minut później nadjechał ojciec dziewczynek i pogotowie.

- Byłem w karetce pogotowia ze starszą, gdy ten pies podbiegł do grupki dzieci stojącej przy karetce. Widziałem jak rzucił się na młodszą. Wybiegłem, żeby ją ratować - opowiada tata dziewczynek.

Starsza z dziewczynek w tym roku ma iść do komunii.

- Na słowo pies obie aż się trzęsą i wpadają w histerię - mówi. - Gdyby tej starszej poharatał twarz, to to dziecko by się kompletnie załamało. Cały czas mówi o tym, że na komunii nie będzie widać, że zaatakował ją pies. Ale ręce i przedramiona będą miały w szramach.

Dziewczynki już opuściły szpital. Teraz są pod opieką chirurga dziecięcego.

- Rączka jest napuchnięta, więc dziś musimy znów iść do lekarza - dodaje tata.

Ojcu pomaga policja i Straż Miejska. Funkcjonariusze chodzą po Zatorzu i wypytują sąsiadów.

- Próbuję ustalić czyj to pies. Był zadbany, więc musi mieć właściciela - mówi tata dziewczynek. - Jeśli ktoś może mi nawet anonimowo wskazać kto to jest, będę bardzo wdzięczny.

Informacje o właścicielu psa można nadesłać na adres: redakcja@zyciepabianic.pl

Kilka dni temu strażnicy wystawili dwa mandaty właścicielom psów, które biegały bez kagańca i bez smyczy. Ich właściciele muszą teraz zapłacić 200 zł kary. Mężczyzna zadzwonił na komendę i wyzwał strażników od najgorszych. Właścicielka owczarka była już ze skargą u komendanta. Ma zamiar jeszcze iść do prezydenta i do proboszcza.

- Najpierw życzyła strażnikom, żeby się rozbili za rogiem, a potem mnie straszyła, że ksiądz do mnie zadzwoni - mówi komendant Straży Miejskiej Andrzej Wojkowski. - Zwłaszcza teraz po tym co się stało, nie będzie pobłażania dla biegających bez kagańca i bez smyczy psów. Za takie nieodpowiedzialne zachowanie będziemy karać mandatami.