ad

Instruktorkami były panie ze Stowarzyszenia Twórców Ludowych regionu łódzkiego. Uczestników podzieliły na trzy grupy. Każda zajmowała się czymś innym. Przy pierwszym stole powstawały kartki świąteczne, przy drugim ozdoby, na przykład do koszyczka, a przy trzecim - wielkanocne palmy. Ozdoby były robione z kolorowej bibuły.

Większość uczestników stanowiły panie, ale równie dzielnie radzili sobie chłopcy z Zespołu Szkół Rolniczych w Ksawerowie. Wraz z kilkunastoma koleżankami i nauczycielką przyjechali na warsztaty.
- Chciałam, żeby zobaczyli inną technikę wycinania – tłumaczy Małgorzata Grabarz, nauczycielka. – Poza tym mamy w szkole konkurs na najładniejszą kartkę świąteczną, więc takie warsztaty są jak znalazł.
- Będziemy mieli kwiatki dla dziewczyn – śmieją się chłopcy. – Mają większą wartość niż kupione i są niepowtarzalne.
Pani Bożena Golczyk po raz kolejny uczestniczyła w warsztatach. Robienie takich ozdób sprawia jej wielką przyjemność.
- Po co mam wkładać do koszyka ozdoby sprowadzane z Chin? – zastanawia się pani Bożena. – Masowa produkcja nie ma nic wspólnego z tradycją. Wolę sama zrobić ozdoby.
Robienia wielkanocnych palm uczyła Alicja Matczak z Głowna. Tradycje kultywuje cała jej rodzina, nawet mąż i wnuki.
Przy okazji nauki, uczestnicy warsztatów słuchali opowieści instruktorki. Dowiedzieli się z nich między innymi, że palmy miały właściwości odgromowe. Odganiały od gospodarstw wszelkie zło i burze, dlatego stawiano je w oknach. Pani Alicja opowiadała również, jak panny dawały kawalerom pisanki na znak sympatii. Nie zabrakło także opowieści o zwyczajach z lanego poniedziałku.
Twórczyni zna świetnie nie tylko tradycje ludowe z regionu łódzkiego. Miała okazję poznać góralskie zwyczaje wielkanocne, na przykład chodzenie z turoniem (turoń stanowił główną figurę w grupie kolędników, był dziwnym rogatym zwierzęciem z wielką klapiącą paszczą, którego pierwowzorem stał się najprawdopodobniej wymarły około XVII w. tur, wcześniej żyjący w puszczach polskich). Rozbawił ją także sposób, w jaki w górach świętowano imieniny. W tym wyjątkowym dniu pleciono dla solenizanta wieniec, a pod nim stawiano pół litra wódki i - chcąc czy nie - dana osoba musiała wyprawić przyjęcie.
- Warto propagować stare obyczaje – mówi pani Alicja. – Nie chcemy przecież zatracić naszych pięknych tradycji. Poza tym w takiej twórczości jest wiele pozytywów. Takie zajęcia sprawiają wielką przyjemność.