ad

Trend ten nie omija więc naszego regionu i wygląda na to, że w najbliższym czasie to się nie zmieni.

Mieszkaniówka cechuje się dużą stabilnością i przewidywalnością - wartość lokali mieszkalnych z czasem niemal zawsze rośnie. W Polsce wyjątkiem był kryzys z roku 2008, w skutek którego nastąpiła gwałtowna korekta stawek. Jednak później ceny odbiły i niedawno zaczęły przebijać przedkryzysowe szczyty. Tej koniunkturze nie zaszkodziła nawet pandemia COVID-19. Co prawda na dwa, trzy miesiące przyhamowała ona wzrost cen, lecz później koniunktura wróciła.

Co stoi za tak dobrą sytuacją mieszkaniówki? Można to sprowadzić do jednego głównego czynnika, który z kolei ma kilka składowych. Ten główny czynnik to coraz większa dominacja zakupów inwestycyjnych. W mieszkania inwestują zarówno osoby prywatne, jak też inwestorzy instytucjonalni (np. fundusze lokujące nadmiar środków).

Popyt inwestycyjny w mieszkaniówce można przypisać dwóm głównym czynnikom. Są to niskie stopy procentowe oraz niepewność gospodarcza. Te pierwsze sprawiają, że kredyty (także hipoteczne) są rekordowo tanie, a lokaty zaledwie symbolicznie oprocentowane. Niepewność zaś, wywołana pandemią i lockdownem (nikt nie wie tak naprawdę, jak się dalej rozwinie ta sytuacja), skłania wszystkich do szukania bezpiecznych rozwiązań finansowych, a za takie uchodzi inwestycja w mieszkanie.

Powyższe uwagi oczywiście nie wyczerpują tematu. Nadal dużo lokali kupują osoby na własny użytek, co wynika chociażby z tego, że w Polsce brakuje około pół miliona mieszkań (taki wynik otrzymuje się po sprawdzeniu, ile rodzin lub samodzielnych dorosłych nie mieszka we własnym, odrębnym M). To sprawia, iż popyt jest duży i wciąż drożeją zarówno używane, jak i nowe mieszkania na sprzedaż. Łódź, według danych udostępnionych przez jeden z największych polskich portali nieruchomościowych, w IV kwartale 2020 roku odnotowała wzrosty cen we wszystkich segmentach wielkości, oprócz mieszkań czteropokojowych, gdzie nastąpił spadek o 3,4%.

Trochę inaczej wyglądają dane zebrane przez NBP. W Łodzi średnia dla cen transakcyjnych rynku wtórnego w omawianym okresie spadła. Była to korekta z 5613 zł na 5522 zł. Podobny trend wystąpił w wielu innych polskich miastach, chociaż dotyczył tylko mieszkań używanych. Rynek pierwotny nieustannie notuje wzrosty, także w województwie łódzkim.

Czy drgnięcie w dół obserwowalne w raporcie NBP może oznaczać koniec hossy? Niekoniecznie. Być może jest to tylko chwilowa korekta, wynikająca chociażby z tego, iż spadają ceny najmu (który to trend powinien zaniknąć wraz z luzowaniem obostrzeń). Może to jednak też oznaczać początek spadków, ponieważ to właśnie ceny transakcyjne rynku wtórnego są najbardziej czułym wskaźnikiem - prywatna osoba nie może sobie pozwolić na grę na zwłokę, jak ma to miejsce w przypadku deweloperów, gdy nie akceptują obecnego poziomu cen. Szersze spojrzenie na realia gospodarcze pozwala jednak prognozować ewentualną krótką korektę w dół, po której ponownie wróci koniunktura i wzrosty.