W niedzielę po północy dyżurny straży pożarnej został poproszony przez policję o pomoc w dostaniu się do mieszkania w bloku przy ul. Mokrej. Było podejrzenie zgonu lokatora. Skąd takie przypuszczenie?

- Sąsiedzi wezwali policję, ponieważ w mieszkaniu na drugim piętrze było włączone radio. Nikt jednak nie odpowiadał na pukanie do drzwi - mówi dyżurny straży pożarnej.

Na Mokrą pojechały trzy zastępy. Strażackie wozy jechały przez miasto i osiedle Bugaj na sygnale, choć dochodziła godzina 0.45 i ruch na drogach był nikły. Od strony ulicy Smugowej nadjechały dwa radiowozy policji - z włączonymi "kogutami", ale bez hałasu. Jeden z nich szybko wrócił do centrum miasta.
Za pomocą drabiny strażacy weszli do mieszkania przez okno. Przeszukali je, ale nikogo nie zastali.

Po 30 minutach wrócili do bazy.