- Czy ta spółka powinna jeszcze istnieć? Czy były już zgłoszenia o upadłość? W jakim kierunku ma iść ta spółka? - od takich pytań zaczął komisję przewodniczący Grzegorz Mackiewicz.

Dyskusja na Komisji Budżetu i Finansów w Urzędzie Miejskim trwała prawie 4 godziny.

- Miasto nie ma pieniędzy, żeby spłacić dziś długi spółki – mówi skarbniczka Elżbieta Pluta. - Od 4 lat nic się nie zmienia. Zadłużenie spółki rośnie. Na pewno był biznesplan, gdy powstawała spółka. Czy jest on realizowany? Gdzie się zawalił?

Spółka MZK ma zadłużenie w wysokości 4 milionów złotych.
- Obawiam się, że dziś to może być nawet 5 milionów – wylicza wiceprezydent Jarosław Cichosz.
Prezes Jarosław Habura tylko kiwał głową.
- Potrzebuję 4,5 miliona zł dopłaty do spółki – mówił.

Miasto w zeszłym roku dało spółce 3,8 miliona zł. Kolejne 700.000 zł zarobiła samodzielnie, a 4,5 miliona zł miała ze sprzedaży biletów. I tak wygenerowała w ciągu roku 1,6 miliona zł straty.
- Chciałbym, żeby miasto rozliczało mnie według wozokilometra, który teraz wynosi 6,15 zł – mówił Habura.
Gdyby tak było, to 1.800.000 wozokilometrów, które wyjeżdżają autobusy miejskie rocznie przemnożyć przez 6,15 zł, daje okrągłą sumkę - 11 milionów 70 tysięcy złotych. To oznacza, że Habura potrzebuje około 6 milionów zł dopłaty. Tymczasem w budżecie miasta wpisana jest dopłata na ten rok w wysokości 4.050.000 zł.
Jeśli prezes MZK nie dostanie wyższej dopłaty z Urzędu Miejskiego, straci płynność finansową.
- Czy przeżyje spółka, jeśli nie dostanie z miasta 4,5 miliona? - pytał Grzegorz Mackiewicz.
Habura odpowiedział: „Nie”.
- Czy macie plan ratunkowy? - pytał Mackiewicz i prezesa, i prezydenta.
Odpowiedzi nie usłyszał, bo prezydent Zbigniew Dychto opuścił komisję – spieszył się na spotkanie.

Radny Rafał Latuszkiewicz oświadczył: „Jeżdżę autobusami i wiem, że brakuje logistyki w układaniu rozkładów jazdy. Po trzy jadą z Bugaju do centrum, a w tym czasie na Piaski nie ma się czym dostać”.

- Dlaczego nie uruchomił pan jeszcze połączenia z Bugaju do Łodzi? – pytał radny Marcin Mieszkalski.
- Chciałem to zrobić, ale nie miałem czym jeździć – tłumaczył prezes.
- Dziś ma pan czym jeździć. Kiedy uruchomi pan połączenie do Łodzi? - dopytywał.
- Nie uruchomię – wreszcie zamknął dyskusję Habura.
Na wszystkie pomysły radnych na temat zarabiania przez spółkę pieniędzy, Habura odpowiadał, że nie da rady, że się nie opłaca, że nie warto...

- No to mamy taką sytuację, że prezes i prezydent nie wiedzą, co dalej robić. I nie mają pomysłów, jak wyjść z tej patowej sytuacji – irytował się Mackiewicz.
Powagi sytuacji nie widzi prezes Habura: „Ja chcę, żeby zmieniło się spojrzenie na komunikację miejską. Spółce brakuje miliona zł, żeby stała się rentowna”. Mówił, jakby nie wiedział o kłopotach finansowych miasta.

Habura chciałby, żeby prezydent zlikwidował tramwaj, a w jego miejsce puścił autobusy miejskie. Rocznie do tramwaju dopłacamy z kasy miejskiej 650.000 zł, a wpływy z biletów idą do kasy łódzkiej.
- Gdyby nasze autobusy jeździły, byłby milion złotych – tłumaczył.
Radni nie chcieli takiej dyskusji. Chcieli szukać sposobów na zarabianie przez spółkę pieniędzy. Chcieli nocnych połączeń, nowych tras do Łodzi. Oczekują bardziej ekonomicznie ułożonych rozkładów jazdy. 

- Tak czy inaczej obawiam się, że długi spółki będzie spłacało miasto – posumowała 4-godzinną dyskusję skarbniczka miasta.

Jak można uratować spółkę MZK (jaki wariant wybieracie, a jaki wybierze prezydent)?:
1. podnieść cenę biletów
2. podnieść dotację z Urzędu Miejskiego na 5 milionów zł
3. zlikwidować część ulg dla pasażerów
4. ograniczyć kursy autobusów
5. wprowadzić komercyjne kursy z Pabianic do: Aleksandrowa, Dłutowa, Łodzi. Nie ma na przykład połączenia Bugaj–Ptak.

Co na to prezydent Zbigniew Dychto:

- Chcę powołać zespół na przykład fachowców z Politechniki Łódzkiej, którzy opracowaliby kompleksowo komunikację miejską w Pabianicach, uwzględniając też MPK, PKS, pociągi, tramwaj. Nie tylko autobusy miejskie. Musimy mieć pomysł na komunikację miejską, a nie tylko mówić "dej i dej".