ad

O tym rejsie marzył od czterdziestu lat. Do podróży przygotowuje się kilka miesięcy. Wypływa w listopadzie. Na początek dopłynie do Martyniki, jednej z karaibskich wysp. Chce popłynąć szlakiem Leonida Teligi, pierwszego polskiego samotnego żeglarza, który opłynął świat. Jego jacht jest bardzo podobny do tego, na którym pływał Teliga. Ma 8 metrów, jest drewniany i nazywa się Tiggy.

- To łódka z duszą. Stara, ale bliska memu sercu. Ma już pięćdziesiąt pięć lat – mówi.

Teliga opłynął świat w półtora roku. Rejs zakończył w 1969 r. Andrzej Placek nie podaje terminu powrotu. Rejs zamierza podzielić na etapy.

- Dalej chciałbym popłynąć przez Morze Karaibskie, Panamę i Pacyfik – mówi. - Dokładnie tak, jak mój mistrz.

W samotną podróż żeglarz zabiera dwa koty: Pusię i Tosię. Mają przygotowane dokumenty, czyli książeczki zdrowia. Są dla nich puszorki i kamizelki ratunkowe.

Jacht jest w trakcie przygotowań do rejsu. Placek ma część niezbędnego oprzyrządowania. Ma też tratwę ratunkową.

- Trzeba dobrze ustawić nawigację i ruszyć – mówi.

Przed nim z pewnością sporo nieprzespanych nocy. Zdarza się, że podczas rejsu drzemie się jedynie na stojąco. Wiele zależy od pogody. Gdy jest ładnie, można nawet czytać książki. Będzie ich miał ze sobą sporo, jak również jedzenie dla siebie i kotów, wodę i paliwo. Wszystkiego zabierze tyle, aby wystarczyło na trzy miesiące.

- Rejs powinien trwać około trzech do pięciu tygodni. Nigdy jednak nie wiadomo, ocean jest nieprzewidywalny – mówi.

Łódka nie zatonie, ani nie przewróci jej wiatr. Musiałby mieć pecha i trafić na kontener zgubiony przez wielki statek transportowy.

Andrzej Placek lubi samotne żeglowanie. Smutek ogarnia go wtedy, gdy zachodzi słońce i robi się cisza.

- Patrzę wtedy w gwiazdy i myślę. Mam dużo czasu na zastanawianie się nad życiem. Więcej niż ludzie w codziennym zabieganiu - uważa.

Szuka pomocnej dłoni, która mogłaby wesprzeć rejs. W zamian oferuje miejsce na reklamę na żaglu i burtach jachtu. Patronat honorowy nad rejsem objął Grzegorz Mackiewicz, prezydent Pabianic. Żeglarz będzie pływał z pabianicką flagą.

Wszystko zaczęło się tak

Pierwszy raz Andrzej Placek zetknął się z żaglami na jeziorze Jamno koło Mielna. Był wtedy czternastoletnim chłopcem. Chodził do Szkoły Podstawowej nr 14 w Pabianicach. Miłość do żeglarstwa zaszczepił w nim Jach Michalski. Dzięki niemu Andrzej Placek zdecydował się pójść do Szkoły Rybołówstwa Morskiego w Świnoujściu. W 1968 roku na statku szkolnym „E. Gierczak” wyruszył w swój pierwszy rejs do Edynburga, a później do Afryki, Casablanki, Dakaru i Las Palmas.

To w Dakarze, w styczniu 1969 roku, spotkał Leonida Teligę. Od tego czasu stał się jego wiernym naśladowcą.

Później Andrzej Placek pracował w przedsiębiorstwie rybackim „Gryf” w Szczecinie. Zaczynał od prostego „bajkoka”, przechodząc następnie na stanowisko bosmana, a później szypra II klasy. Najpierw pływał na tzw. kulikach po Morzu Północnym, a później przeniósł się na supry (parowce) i pływał po Atlantyku, głównie na łowiskach w okolicach Kanady. Następnie łowił ryby na szelfie afrykańskim, u wybrzeży Ameryki Południowej, ale też w okolicach Falklandów – Malwinów i na Morzu Beringa. W 1999 roku Andrzej Placek odszedł z rybołówstwa. Pracował u armatora niemieckiego. Następnie przez jakiś czas jego drugim domem był holownik na Morzu Północnym. Wtedy zdecydował się zrobić stopień oficerski i poszedł na kurs do Akademii Marynarki Wojennej, a później kurs przy Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. Prowadził m.in. tawernę w Bełchatowie. W 2004 roku wyjechał do Anglii, gdzie zaczął pływać na statku po Tamizie.

Chciał popłynąć szlakiem Teligi już w 2008 roku. Wypłynął z Anglii, przez Biskaje, gdzie spotkał go duży sztorm. Gdy osłabł, udało mu się dopłynął do Santander w Hiszpanii. Kiedy pogoda się poprawiła, wyruszył z Gijon, ale niestety miał pecha i w nocy wpadł w sieć rybacką, która nawinęła się na śrubę. Próbując się z niej uwolnić, uderzył się w klatkę piersiową. Trafił do szpitala z uszkodzonym mostkiem. Zakotwiczył ostatecznie na Teneryfie. Tam mieszka do dziś. Teraz jest na emeryturze i ma 65 lat.