ad

Jeśli w Pabianicach chcą ustanowić rekord Guinnessa w zmianach szkoleniowców, to są na najlepszej ku temu drodze. W ubiegły wtorek treningi zaczął Michał Gajda, jednak ze względu na niską frekwencję na zajęciach zdecydował się zrezygnować z funkcji. W sparingu ze Świtem Kamieńsk drużynę poprowadził Robert Rudzki. W poniedziałek nowym trenerem został Sławomir Milewski. W środę wygrał 6:0 w sparingu z Iskrą Dobroń. W piątek dowiedział się, że, albo spełni warunki zarządu, albo... nie pracuje.

- Zaproponowano mi asystenturę w lidze okręgowej. W tamtym tygodniu miałem propozycję objęcia funkcji asystenta w jednym z zespołów III ligi. Zrezygnowałem z niej, ze względu na sentyment do Włókniarza, gdzie miałem pracować na własną rękę – mówi rozżalony Milewski. - Tymczasem w piątek nie przedstawiono mi żadnych racjonalnych argumentów, dostałem ultimatum: albo zostanę asystentem nowego trenera, albo nic.

Milewski ujął się honorem i odszedł z klubu. Pracował ledwie cztery dni, co jest kolejnym trenerskim rekordem.

- Chciałem tutaj coś zrobić, miałem chłopaków za sobą, trzech nowych zawodników miało się pojawić w klubie, pozałatwiali sprawy w swoich zespołach, bo chcieli grać dla Włókniarza – opowiada Milewski. - I oni, i ja zostaliśmy na lodzie. Katastrofa.

Prawdopodobnie nowym trenerem Włókniarza będzie Robert Szwarc, który ma bogate doświadczenie w prowadzeniu zespołów juniorskich, lecz wiosną nie poradził sobie, pracując w trzecioligowym ŁKS. Za Szwarcem do Pabianic mają przyjść nowi zawodnicy.

Tych informacji nie chciał potwierdzić Jarosław Kosmala, prezes Włókniarza.

- W poniedziałek wszystko będzie wiadomo – uciął krótko Kosmala.