ad

Wczoraj do restauracji Jakubowskiego przy ulicy Zamkowej 1 przybył w stanie pijanym niejaki Alfred Woszczyk, zamieszkały przy ulicy Bugaj 84. Na zwróconą mu uwagę przez pracownika restauracyjnego Kolmana, pijany Woszczyk wyciągnął z kieszeni rewolwer i począł nim grozić Kolmanowi, krzycząc: „Ja cię zabiję!”. Zawiadomiono policję, która po przybyciu do restauracji, odebrała broń pijanemu osobnikowi, osadzając go w areszcie miejskim do wytrzeźwienia.

„Echo”, styczeń 1938 r.

Furman chce prawa jazdy

Pabianiccy woźnice i stangreci domagają się od władz wydania ustawy, mocą której przeprowadzane byłyby egzaminy osób pragnących otrzymać zajęcie woźnicy lub stangreta. Gdyby się tak stało, kandydat dostawałby prawo jazdy dopiero po złożeniu egzaminu. Woźnicom i stangretom chodzi o to, aby ich fachu nie imali się ludzie do tego niepowołani i nie mający pojęcia o prowadzeniu konnego zaprzęgu, a to w celu uniknięcia wypadków drogowych.

„Echo”, wrzesień 1936 r.

Nagły zgon komisarza

W czwartek rano zmarł nagle na anewryzm (tętniak) serca Bolesław Grzywak, komisarz Policji Państwowej. Zaledwie kilka dni temu, bo w ubiegłą niedzielę, komisarz był obecny na przeglądzie oddziałów – wraz ze starostą Rosickim, jak również na uroczystości 100-lecia cechu rzeźników i wędliniarzy.

Zmarły w pełni sił, zaledwie w wieku 49 lat, związany był uczuciowo z Pabianicami i zaskarbił sobie u mieszkańców naszego grodu uznanie, szczególnie za swój takt i nieskazitelność. W Pabianicach śp. Grzywak był komisarzem policji z górą 2 lata. Przez ten czas nawiązał szczery i serdeczny stosunek z mieszkańcami, ciesząc się powszechną sympatią.

„Gazeta Pabjanicka”, czerwiec 1936 r.

 

Bo wycięli za dużo drzew

Władze miasta postanowiły rozpocząć pracę przy urządzeniu boiska w parku Wolności oraz przebudowie strzelnicy, która podczas strzelania z broni wojskowej stanowiła niebezpieczeństwo dla życia obywateli mieszkających w pobliżu parku. W związku z pracami trzeba było wyciąć pewną ilość sosen, w większości chorych. Niestety, Wydział Techniczny wyciął niepotrzebnie za dużo drzew.

„Echo”, październik 1934 r.

 

Strzelanina z bandytą

Policja osaczyła i zastrzeliła niejakiego Stanisława Jończyka, zabójcę sklepikarza Grundiga. Jończyk ukrywać się we wsi Huta Dłutowska pod Pabianicami. Nie płosząc bandyty, policja zarządziła obserwację. Wczoraj Jończyk ulokował się w domostwie jednego z mieszkańców Huty. Dom ten otoczono baczną obserwacją. W nocy policja przystąpiła do obławy. W ostatnim jednak momencie, kiedy wkraczała do domu, bandyta wyskoczył przez okno,  ostrzeliwując się z dwóch rewolwerów i począł uciekać. Policjanci otworzyli za nim ogień karabinowy. Ugodzony kilkoma kulami bandyta padł trupem na miejscu.

„Echo”, luty 1932 r.

 

Bo połaszczyli się na kury

Mieszkańcy naszego miasta: Kowalczyk Józef i Knop Jan, karani już za kradzieże, udali się do Dłutowa, rzekomo w poszukiwaniu pracy. Gdy  znaleźli się w polu za domami, schwycili chodzące po polu kury. Kradzież spostrzeżono, a złodziei przyłapanych na gorącym uczynku, oddano w ręce policji. Kury zostały zwrócone właścicielowi - leśniczemu majątku Dłutów, panu Matlawskiemu. Wyrokiem sądu grodzkiego w Pabianicach Kowalczyk i Knop zostali skazani na miesiąc aresztu.

„Gazeta Pabjanicka”, marzec 1936 r.

 

Łapać komunistów!

W ubiegłą niedzielę policja wykryła jaczejkę (komórkę partyjną) komunistów podczas narady przy ul. Narutowicza 9. Aresztowanych jest 7 przywódców komunistycznych, w tym 3 Żydów. Aresztowany jest również agitator komunistyczny z Warszawy (Żyd), który specjalnie przyjechał na zebranie do Pabianic. Służba śledcza w porę przeszkodziła zamiarom komunistów. Wszyscy komuniści są zatrzymani w areszcie i oddani do dyspozycji sędziego.

„Orędownik”, listopad 1934 r.

 

Awantura na placu

Handlarka Cipa Bekerman, zamieszkała w Łodzi, przyjechała ze swym kramem do Pabianic na handel. Tutaj wszystkie towary galanteryjne rozłożyła w najbardziej ruchliwym miejscu – na placu Dąbrowskiego (dziś Stary Rynek). Policja próbowała usunąć kram, a handlarce spisać protokół karny. Wtedy Cipa Bekerman wywołała awanturę, obrzucając policjantów czym się dało i plamiąc im mundury. Bezczelną handlarkę trzeba było aresztować.

„Express”, maj 1936 r.

 

Śmierć kochanków

W niedzielę ranno mieszkańcy domów przy ul. Karolewskiej usłyszeli strzały. Pobiegli w tamtym kierunku. Na polu leżały dwa ciała młodych ludzi, silnie broczące krwią. Mężczyzna nie dawał już znaków życia, a kobieta jeszcze żyła. Okazało się, że zastrzelony to 30-letni Lucjan Jarzyński. Ustalono, że po kilku strzałach oddanych do Józefy Bagińskiej, Jarzyński strzelił sobie w usta.

W szpitalu Bagińska na krótko odzyskała przytomność i opowiedziała o tragedii. „Przed 4 laty rozeszłam się z mężem, z którym nie byłam szczęśliwa. Mąż stale gdzieś rajzował - mówiła. Mam z nim dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Po pewnym czasie poznałam Jarzyńskiego, który obdarzał mnie sympatią. Zrazu nie wiedziałam, że był żonaty. Dowiedziałam się o tym później, gdy żona Lutka wystąpiła do sądu o unieważnienie małżeństwa. Jarzyński był człowiekiem w nic nie wierzącym. Wczoraj u niego w mieszkaniu spędziłam noc. Rano Lutek zaproponował mi przechadzkę. Wyszliśmy w kierunku pól. Tam doszło do sprzeczki, która zamieniła się w kłótnię. Wtedy ujrzałam skierowany na siebie rewolwer. Poczęłam uciekać i krzyczeć. Zaraz też usłyszałam strzał i padłam na ziemię. Więcej nie pamiętam”. Przywołany ksiądz opatrzył nieszczęśliwą Józefę św. sakramentami. Bagińska zmarła o 12.30, a zwłoki przewieziono do kostnicy miejskiej.

„Orędownik”, lipiec 1936 r.