Jesień 1914 roku. W okolicach Łodzi toczy się jedna z najkrwawszych bitew w historii. Polegnie blisko 200 tysięcy żołnierzy: 110 tysięcy z armii rosyjskiej i 90 tysięcy z armii niemieckiej, wśród nich tysiące Polaków wcielonych do wojsk zaborców. Spod Łodzi car Mikołaj II chce rozpocząć potężne uderzenie na Berlin. Ale poniesie klęskę. Pabianice dostaną się w ręce Niemców.

Wynalazkiem tamtej wojny jest samochód pokryty stalowo-niklowym pancerzem, naszpikowany ciężkimi karabinami maszynowymi. To pierwszy w dziejach świata samojezdny wóz opancerzony. Ważąca 4,5 tony czterokołowa maszyna jest pomysłem rosyjskich inżynierów i oficera carskiej armii – pułkownika lejbgwardii Aleksandra Nikołajewicza Dobrzańskiego (wywodził się z polskiej szlachty). Zamontowano w niej trzy karabiny maszynowe maxim. Auto nosi nazwę russo-bałt.

Rosyjska armia ma w 1914 roku tylko osiem takich pojazdów, ale w nadbałtyckiej fabryce kończą montowanie kolejnych dwunastu. Car wiąże z nimi nadzieje na zwycięstwo w pierwszej wojnie światowej. Osobiście wyprawia auta pancerne na front.

10 listopada 1914 roku sześć pojazdów russo-bałt pod dowództwem kapitana Borysa Szulkiewicza melduje się w okolicach Strykowa. Schronieni za stalowym pancerzem strzelcy otwierają ogień do kompletnie zaskoczonych Niemców, zadając im ciężkie straty. Ale to dopiero początek ich szlaku bojowego. Pierwsza regularna bitwa z udziałem wozów pancernych rozegra się pod Pabianicami.

 

Russo-balt i współtwórca pierwszego samochodu pancernego w dziejach świata, Aleksander Dobrzyński. W 1917 roku Dobrzyński awansował do stopnia generała-majora. Zmarł 20 lat później w Paryżu.

 

Kierunek - Pabianice

20 listopada 1914 roku kolumna rosyjskich samochodów pancernych russo-bałt (zmotoryzowana kompania karabinów maszynowych) przedarła się spod Strykowa w okolice Pabianic. Miasto było zajęte przez Rosjan. Od kilku tygodni oblegali je Niemcy. Dwa dni wcześniej pod Chechłem w starciu na bagnety rosyjski korpus zatrzymał nacierającego wroga.

Nocą pięć rosyjskich aut pancernych pod dowództwem 41-letniego pułkownika lejbgwardii Aleksandra Nikołajewicza Dobrzańskiego (wywodził się z polskiej szlachty) dotarło do przedmieścia Pabianic. W samą porę, bo od strony Łasku zbliżała się niemiecka dywizja piechoty z korpusu „Breslau” (Wrocław). Jej żołnierzami byli głównie Polacy z Dolnego Śląska, wcieleni do cesarskiej armii.

Pod Pabianicami stało już 3 tysiące żołnierzy niemieckich i 2,5 tysiąca rosyjskich piechurów z 2. Syberyjskiej Dywizji Strzelców. Nadciągały oddziały niemieckiego korpusu „Posen” (Poznań) oraz carska kawaleria i brygada artylerii.

Rosyjski sztab rozmieścił „pancerniaków” między 5. Armią i lewą flanką 19. Korpusu Armijnego. W odległości niespełna kilometra od nich ciągnęły się okopy Niemców gotowych do nocnego ataku.

Tutaj Rosjanie chcieli zaskoczyć i zatrzymać wroga. Nocą pułkownik Dobrzański sam rozpoznał teren. Choć grzmiały niemieckie armaty i w zaroślach czyhali strzelcy, odkrytym samochodem osobowym objechał okolicę. Sprawdził, czy po rozmokłych gruntowych drogach zdołają pojechać ciężkie, niemal 5-tonowe pojazdy opancerzone.

Pierwsze w świecie auto opancerzone na tyłach rosyjskiej armii (foto. archiwum)

 

Według rosyjskich źródeł historycznych, samochody pancerne stanęły w zagajniku przy drodze z Pabianic do Łasku. Starannie je zamaskowano. Działo się to w pobliżu wsi Karolew. Plutonem (trzema wozami russo-bałt) na pierwszej linii dowodził 32-letni sztabskapitan (młodszy kapitan) Paweł Wasilewicz Gudrov. Dwa wozy trzymano w odwodzie. Gudrov dostał rozkaz wsparcia butyrskiego pułku piechoty, broniącego szosy do Łasku.

21 listopada o godzinie trzeciej w nocy Niemcy rozpoczęli atak. Z okopów wyszła piechota. Żołnierze biegli tyralierą. Wtedy Rosjanie uruchomili silniki trzech aut pancernych. Ruszyli do boju. Zaskoczenie Niemców było ogromne. Do tej pory nikt z nich nie widział takich „ruchomych fortec”. Nawet nie umiał ich nazwać.

Z rozkazu Gudrova wozy pancerne brawurowo wjechały w tyralierę Niemców, rozrywając ją. Załogi strzelały z dwunastu ciężkich karabinów maszynowych maxim, masakrując piechurów. Według rosyjskich historyków, strzelcy zdziesiątkowały dwie kompanie piechoty wroga. Tylko załoga wozu russo-bałt sztabskapitana Gudrova zabiła lub zraniła co najmniej 40 żołnierzy.

Niemcy wycofali się. Ich dowódca rozkazał sprowadzić działa i wszystkie ciężkie karabiny maszynowe, jakie były w okolicy. Niespełna godzinę później Niemcy znów zaatakowali. Na auta pancerne posypał się grad pocisków z ciężkich karabinów maszynowych i dwóch działek. Niemcy strzelali z zagajnika, z odległości zaledwie 50-100 metrów. Ich kule przebijały niezbyt grube (4-6 milimetrów) stalowo-niklowe pancerze samochodów, raniąc załogi i unieruchamiając pojazdy.

Pierwszym zranionym „pancerniakiem” był kierowca Mazenko z wozu dowódcy plutonu. Odłamek pocisku ugodził w szyję także sztabskapitana Gurdova. Ranny Gudrov wycofał swój wóz na tyły, tam zostawił postrzelonego kierowcę, wziął zmiennika i wrócił na plac boju.

Niemcy nie przedarli się i nie zajęli szosy do Łasku, bo nadjechały dwa samochody pancerne Rosjan trzymane dotychczas w odwodzie i wóz dowodzony przez rannego Gudrova. Ogień ich karabinów wspierał atak rosyjskiej piechoty i kawalerii, zmuszając Niemców do odwrotu. Żaden uszkodzony wóz pancerny russo-bałt nie wpadł w ręce wroga.

Rosyjski samochód opancerzony i jego załoga tuż po kolejnym boju. Na pancerzu czołowym widać ślady po kulach (foto. archiwum)

 

Car Mikołaj pyta o Pabianice

Wszystkie auta wyglądały jak sita. Dwa miały przestrzelone silniki, w dwóch wybuchł pożar, cztery karabiny maszynowe nie nadawały się do strzelania. Dwunastu żołnierzy z pięciu załóg było rannych. Około godziny 7.30 pułkownik Dobrzański rozkazał wycofać pluton pancerny na tyły wojsk rosyjskich.

Uszkodzone maszyny przepychali żołnierze. Sprowadzono też kilka koni. Około 11.00 rosyjska piechota, która szła za samochodami pancernymi, ostatecznie odparła niemiecki atak.

Wieści o zwycięskiej bitwie pancernej pod Pabianicami szybko dotarły do Petersburga. Car Mikołaj II polecił swym generałom szczegółowo zrelacjonować przebieg boju i sporządzić listę z nazwiskami najdzielniejszych żołnierzy rosyjskich. Za męstwo car kazał odznaczyć pułkownika Dobrzańskiego i kapitana Gudrova Orderem św. Jerzego IV klasy i wysłał do nich telegram: ”Cieszę się i dziękuję za dzielną służbę”. Dwunastu rannych żołnierzy z załóg wozów pancernych odznaczono Krzyżami św. Jerzego.

Nazajutrz dwa najmocniej uszkodzone samochody russo-balt Rosjanie załadowali na wagony kolejowe. Pojechały do warsztatów naprawczych w Warszawie. Pozostałe wozy reperowano na froncie.

W styczniu 1915 roku naprawione auta pancerne przydzielono do 1. Syberyjskiego Korpusu Armijnego. Jednostka ta walczyła z Niemcami w okolicach Przasnysza. I znowu przeszła do historii. Oddział pancerny złożony z czterech pojazdów russo-bałt dokonał tam pierwszego w dziejach przełamania linii obronnych wroga, odcinając mu odwrót. Podczas tej bitwy wyleczony już sztabskapitan Paweł Wasilewicz Gudrov został śmiertelnie ranny. Pocisk wystrzelony z niemieckiego ciężkiego karabinu maszynowego przebił pancerz auta i trafił dowódcę załogi. W raporcie z pola walki napisano, że strzał padł z odległości 22 kroków.

Paweł Gudrov – dowódca plutonu pancernego. Pochowano go jak bohatera narodowego (foto. archiwum)

 

Ciało Gudrova zawieziono do Petersburga. Pochowano je w Ławrze Aleksandra Newskiego - z najwyższymi honorami wojskowymi.

Miesiąc później prosto z fabryki wysłano na front trzy nowiutkie wozy opancerzone russo-bałt. Pojazd z numerem 20. nazwano imieniem poległego dowódcy - „Kapitan Gurdov”.

Roman Kubiak

PRZECZYTAJ INNE ARTYKUŁY TEGO  AUTORA:

Gdy pabianiczanie płynęli do Brazylii. Za chlebem

Jak szynka z Pabianic podbiła Stany Zjednoczone

100 milionów dolarów czeka na pabianiczanina!

Będzie wymiana pieniędzy: za 100 starych złotych - tylko 1 zł

---------------------------------------

RUSSO-BAŁT– to pierwszy samochód pancerny, skonstruowany w 1914 roku w Rydze (Łotwa), należącej wówczas do Imperium Rosyjskiego. Z fabryki o nazwie Russo-Bałt (założonej przez Niemców), która wcześniej produkowała wagony kolejowe, samochody sportowe (startowały w rajdzie Monte Carlo) i auta specjalne dla dworu cara, w ciągu czterech lat wyjechało 115 pojazdów pancernych.

Wóz pancerny russo-bałt był samochodem czterokołowym, napędzanym czterocylindrowym silnikiem benzynowym o mocy 60,8 KM, chłodzonym wodą. Po bezdrożach mógł jeździć z prędkością 20 km na godzinę (na szosie nawet do 40 km/h). Ważył 4,5 tony, miał 4,5 metra długości, 1,98 m szerokości, 2 m wysokości. Pancerz grubości 4-6 mm wykonano z płyt hartowanych stalowo-chromowo-niklowych. Mocowano je śrubami i nitami. Samochód uzbrojono w 3 karabiny maszynowe maxim, model 1910 (kaliber 7,62 mm) – jeden z przodu, dwa na bokach. Załoga składała się z oficera (dowódcy), kierowcy i 3 strzelców.

Produkcję pierwszych 8 samochodów pancernych russo-bałt zakończono w pierwszych dniach październiku 1914 roku. 12 października utworzono pierwszą w historii Rosji kompanię samochodów pancernych. Przybyła ona do Carskiego Sioła koło Petersburga, gdzie przeglądu dokonał car Mikołaj II. Cztery dni później koleją wyruszyła na front.

W walkach 1914 roku uwidoczniły się poważne wady konstrukcyjne samochodu. Główną z nich były zbyt cienkie pancerze. Nie chroniły one załogi nawet przed kulami karabinów maszynowych wystrzeliwanych z odległości 100-150 m. Późną jesienią i zimą bywały kłopoty z uruchomieniem silników.

Do dziś nie przetrwał żaden oryginalny wóz. Na podstawie dokumentacji z Rosyjskiego Archiwum Państwowego Filmów oraz starych fotografii, zbudowano w 2009 roku dwie kopie russo-bałt. Jedna stoi w muzeum w Rydze, druga - w muzeum w Moskwie.

źródło: https://www.wojskonews.pl

Pabianice w pierwszych dniach tamtej wojny

19 sierpnia 1914

Do miasta, które pospiesznie opuścili Rosjanie, wjeżdża oddział niemieckiej kawalerii. Żołnierze (ośmiu) mówią po polsku, pochodzą ze Śląska. Na spotkanie z nimi wychodzi fabrykant Feliks Krusche (komendant Milicji Obywatelskiej), bo prezydent Schreier uciekł. Wkrótce nadciągnie kawaleria i artyleria (6 tysięcy żołnierzy). Ruch tramwajów jest wstrzymany.

27 sierpnia 1914

Wracają Rosjanie. Na ulicach wywieszają obwieszczenie, że ludność niemiecka i żydowska ma zebrać 50 tysięcy rubli. To kara za „przesadną gościnność okazaną wojskom niemieckim, ścisłe wypełnianie bezprawnej instrukcji rządu niemieckiego i przyjmowanie w obieg bonów niemieckich, zamiast rosyjskiej waluty”. Rosjanie aresztują 9 obywateli (w tym fabrykanta, naczelnika straży ogniowej i radnego) – jako zakładników.

7 października 1914

Rosjanie uciekają. Od strony Dłutowa nadjeżdża 7 niemieckich kawalerzystów. Każą zawiadomić mieszkańców, by szykowali żywność dla 4 tysięcy żołnierzy i furaż dla 500 koni. Śladem kawalerzystów nadciąga 200 konnych i 50 cyklistów. Kwaterują w urzędach, szkołach i prywatnych mieszkaniach.

14 października 1914

Wybucha panika, bo od strony Łodzi słychać potężne wybuchy. Milicja uspokaja mieszkańców, że nie są to odgłosy bitwy, lecz wysadzenia zwrotnic na torach kolei kaliskiej. W mieście brakuje chleba, mąki, nafty, soli, cukru, zapałek, świec, tytoniu.

30 października 1914

Niemcy wycofują się w kierunku Łasku. Przed północą do miasta wkracza oddział Kozaków dońskich, za nim pułk krasnojarski. Owacyjnie witają ich tysiące mieszkańców Pabianic.

4 listopada 1914

W pobliżu cmentarza niemiecki samolot zrzuca bombę. Wybuch nie czyni szkód, płoszy tylko konie. Przy ul. Ogrodowej (dziś Okulickiego) staje tania kuchnia dla biedoty. Towarzystwo „Społem” wydaje tu 800 obiadów dziennie. Duża porcja zupy, mięso i chleb kosztuje tylko 10 kopiejek (bochenek chleba kosztował wtedy 30 kopiejek). W urzędach i szkołach urządzono szpitale i lazarety dla rannych żołnierzy.

15 listopada 1914

O kilkakrotne uszkodzenie linii telefonicznych Rosjanie oskarżają Żydów.

Domagają się, by Żydzi powołali „milicję dla ochrony telefonów i telegrafu”. Milicjantom ma płacić gmina żydowska.

6 grudnia 1914

Po serii klęsk w bitwie łódzkiej Rosjanie znów się wycofują. Komendantem wojennym Pabianic zostaje niemiecki generał von Schmidt. Bezrobotni dostają pracę przy naprawie szosy Łódź-Kalisz. Milicja przegania z Pabianic setki łodzian, którzy przyjeżdżają tu po mąkę, kaszę, chleb, naftę i cukier. Jeden łodzianin, który próbował potajemnie wywieźć bochenek chleba, jest aresztowany.

12 grudnia 1914

Chleb ze wszystkich pabianickich piekarni jest wożony do magistratu. Sprzedają go urzędnicy – po sprawdzeniu, czy kupujący jest mieszkańcem miasta. Milicja konfiskuje mąkę wiezioną z Sieradza przez Pabianice do Łodzi.