ad

Późną jesienią i wczesną zimą 1850 roku głodne wilki zauważono pod Dobroniem, Orpelowem i Mogilnem. Wataha, która przywędrowała z południa, wdzierała się do chłopskich zagród, zagryzając owce, cielęta, kozy i kury. Na skraju Ldzania wilki porwały jagnię i zraniły konia. W zażartych walkach z drapieżnikami zginęły co najmniej cztery gospodarskie psy.

2 listopada 1850 r. naczelnik powiatu sieradzkiego, sięgającego wówczas aż po Łódź i obejmującego Pabianice, wydał zarządzenie nr 20814 o obławie na wilki w okolicach wsi Ldzań. Do drapieżników mieli strzelać wytrawni myśliwi sprowadzeni tutaj z guberni piotrkowskiej. Chętnych było wielu, gdyż polowanie na wilki grasujące w pobliżu Pabianic nie przytrafiało się często i należało do pakietu marzeń każdego szanującego się myśliwego. Na wezwanie naczelnika powiatu licznie stawili się w Ldzaniu uzbrojeni w strzelby ziemianie, fabrykanci, podstarzali oficerowie carskiej armii, gubernialni urzędnicy i gajowi.  

Zadaniem wójtów było skrzyknięcie licznej nagonki. Wedle zarządzenia naczelnika powiatu sieradzkiego każda gmina musiała wyznaczyć kilkunastu młodszych gospodarzy, którzy wczesnym rankiem pójdą w obławie pod Ldzaniem, zapędzając wilki pod lufy strzelb myśliwych. Z gminy Pabianice, mającej wówczas siedzibę w Wymysłowie, wyznaczono dwunastu chłopów.

Całodzienna obława zakończyła się ustrzeleniem dwóch wilków i huczną biesiadą myśliwych. Jednak podczas sprawdzania listy obecności naganiaczy wyszło na jaw, że wszystkie wsie posłusznie przysłały wyznaczonych chłopów, a jedynie z Ksawerowa nie przyszedł nikt. Kary były nieuniknione. 15 grudnia 1850 r. wójt gminy Pabianice – August Kokeli, wezwał do Wymysłowa tych chłopów, którzy ośmielili się sprzeciwić naczelnikowi powiatu. Przydreptali czterej koloniści z Ksawerowa: Stanisław Bargeri, Jan Czech, Wilhelm König i Wojciech Lorenc. Wójt cierpliwie wysłuchał ich tłumaczeń, następnie wszystkich zrugał i skazał na „bolesne” grzywny - po 50 kopiejek w srebrze.

Powrót watahy

Siedem lat później wilki znów się rozbestwiły. Jesienią 1857 r. zarządzono obławę w lasach około wsi Brodnia. I tym razem w nagonce mieli pójść wyznaczeni chłopi, lecz i tym razem z Ksawerowa nie stawił się ani jeden. Wobec tej samowoli siedmiu ksawerowskich gospodarzy stanęło przed gminnym sądem w Wymysłowie. A oto treść wyroku, jaki wówczas zapadł: „Ponieważ Wacław Duczke, Józef Ajchler, Florjan Rychter, Franciszek Miller, Józef Jochimstel, Wacław Sieramlich, Jakób Jaeger - gospodarze czynszowi z kolonii Ksawerowa, na skutek reskryptu Wielmożnego Naczelnika Powiatu Sieradzkiego na nakazane obławy w dniu 3 października na wytępienie wilków w Lasach Brodzińskich nie stawili się i prawnych przyczyn niestawiennictwa nie usprawiedliwili, wójt gminy Pabianice z mocy art. 286 Kodeksu Kar Głównych i Poprawczych skazuje tychże gospodarzy na kary rubli 2 (dwa) kopiejek 10”.

Podczas obławy w okolicach Brodna myśliwi zastrzelili jednego wilka. Co najmniej pięć uciekło. Wataha była później widziana w okolicach Spały i Inowłodza.

Regularnie pojawianie się wilków na terenie guberni piotrkowskiej sprawiło, że w 1881 r. władze wydały nowe przepisy o polowaniach. Wedle nich, do wilków wolno było strzelać o każdej porze roku. „Dozwala się strzelać i wytępiać wszelkimi sposobami zwierzęta dzikie i ptaki, a mianowicie: niedźwiedzie, wilki, borsuki, lisy, dzikie koty, rysie, wydry, kuny, orły, jastrzębie itp. Ptaków śpiewających i żywiących się owadami, a szczególnie słowików, pod żadnym pozorem strzelać i łowić nie wolno” – stanowiły carskie przepisy.

Pozwalano także „strzelać w ciągu całego roku pojedynczo i z obławą: dziki, samce łosie, jelenie, dzikie kozy, kaczory, samce głuszce, cietrzewie, jarząbki, bekasy w czasie przelotu” – głosił przepis.

Dwa lata później myśliwych wezwano w okolice Brzezin. Jak donosił dziennik „Tydzień” i inne gazety: „W brzezińskiem organizuje się wielka obława na wilki. Włościanie okoliczni oczekują jej z niecierpliwością, gdyż wilki, mające dogodne schronienie w lasach Księstwa Łowickiego, wyrządzają im dotkliwe szkody”.

Zagryzają ludzi?

Kolejna informacja o wilkach w pobliżu Pabianic pojawiła się dopiero zimą 1910 r. Wtedy to koloniści gospodarujący we wsiach Kraszew i Wiśniowa Góra zauważyli dwa głodne wilki. Para drapieżników wyszła ponoć z lasów koluszkowskich. W chłopskich zagrodach porywała gęsi i kaczki. Jednak W latach 20. i 30. zeszłego wieku o wilkach rozszarpujących zwierzęta i ludzi często donosiły gazety. Najgłośniejszym echem odbiła się prasowa relacja z ataku około 30 wilków na Orient Express jadący z Paryża do Konstantynopola. Gdy w styczniu 1929 r. pociąg ten ugrzązł w zaspach, zaatakowało go stado potwornie wygłodzonych drapieżników (mrozy dochodziły wtedy do –30 stopni Celsjusza).

„Wśród pasażerów wybuchł popłoch, gdyż wilki uderzały łbami w szyby okien wagonów, próbując dostać się do środka” – pisała prasa. „Przerażeni ludzie skupili się w dwóch ogrzewanych wagonach, broniąc się łopatami, siekierami i deskami z podłogi. Kilkoro podróżnych miało rewolwery. Bitwa trwała do rana”. Zastrzelono trzy wilki.

W 1933 roku „Express Ilustrowany” donosił o atakach wilków przy wschodniej granicy Polski. Pisano: „Na pograniczu polsko-sowieckim i reszcie Wołynia spadł śnieg, który w wielu miejscach potworzył ogromne zaspy, trudne do przebycia. Mrozy trzymają i dochodzą do 20 stopni. Po stronie sowieckiej zamarzli trzej chłopi, którzy nocą wracali do domostw. W kilku punktach granicy pojawiły się wilki. W Olewsku po stronie sowieckiej zagryzły trzech chłopów i dwa konie. Chłopi ci wieźli drzewo do kolektywu. Wiadomo też, iż nocą w lesie wilki rozszarpały żołnierza obrony pogranicza”.

Znowu blisko nas

„Wilki grasują pod Łodzią. Porywają i pożerają psy” - w kwietniu 1939 r. ostrzegał dziennik „Republika”. Informacje te pochodziły od rolników mieszkających zaledwie 10 km od dużego miasta. „Ubiegłej nocy jeden z gospodarzy wsi Wiskitno Las, Leon Kuźniak usłyszał skowyt swego psa. Gdy wybiegł na podwórze uzbrojony w widły zauważył dwa duże zwierzęta atakujące jego psa” – pisała „Republika”. „ Jednego z napastników Kuźniak przebił widłami, drugi uciekł. Rano gospodarz stwierdził, iż zabitym zwierzęciem jest wilk. Powiadomione o tym władze wszczęły dochodzenie, celem ustalenia, skąd się wzięły wilki w okolicach Łodzi i to w porze, w której nigdy nie podchodzą pod ludzkie siedziby”.

Sąsiedzi Kuźniaka zameldowali policji o porwaniu dwóch psów.

Jak wkrótce ustalił gajowy, wilki wyszły z lasów w okolicach Spały, następnie polami przedostały się do lasów państwowych w Będzielinie i Kraszewie, a stamtąd w pobliże Łodzi.

Roman Kubiak

PRZECZYTAJ INNE ARTYKUŁY TEGO  AUTORA:

Pod szwabskim butem. O szkole przemienionej w zakłady zbrojeniowe

Ten wirus zabił tysiące. A zaczęło sie podobnie jak z koronawirusem

100 milionów dolarów czeka na pabianiczanina!

Ogromny spadek dla rodziny z Pabianic?

Gdy pabianiczanie płynęli do Brazylii. Za chlebem

Jak szynka z Pabianic podbiła Stany Zjednoczone

Co Adolf Hitler robił w Pabianicach we wrześniu 1939 roku?

Będzie wymiana pieniędzy: za 100 starych złotych - tylko 1 zł